Patrzysz na wypowiedzi wyszukane dla hasła: Urząd Stanu Mokotów Warszawa
Wiadomość
  Swietokrzyska w kostce bauma
Warszawa niszczona kostka bauma
Masz racje, Swietokrzyska to kolejna ulica Warszawy zniszczona przez kostke
bauma. Zobaczcie ile ulic na Mokotowie, Ochocie lub Zoliborzu rowniez
zostalo "upiekszonych" przez kostke bauma. W rezultacie warszawskie chodniki
wygladaja jak parking przed supermarketem. Dlaczego ani w Berlinie, ani w
Wiedniu ani w Pradze ani nawet w innych duzych miastach polskich nie uzywa sie
tej tandetnej kostki bauma? Tam stare kamienne plyty sa bardzo czesto nierowne,
w gorszym stanie niz byly te w stare w Warszawie, ale nikt nie ich nie wstydzi
i nie wymienia. A jesli juz, to na nowe kamienne plyty an nie na takie
bezguscie. Czesto przyjezdzam do Warszawy z goscmi z RFN, Wloch i Francji.
Kiedy widza nowe warszawskie chodniki oburzaja sie oni na bezguscie
warszawskich decydentow.
Dlaczego nie interweniuja odpowiednie urzedy konserwatorskie ? Dlaczego wladze
miasta chcace poprawic wizerunek miasta dopuszczaja do tego barbarzynstwa ?
Czy moze producenci kostki dali lapowki urzednikom?
 
  Punkt USC bliżej!!
Punkt USC bliżej!!
Szanowni :) spedziłem pare dni temu "upojne" kilkadziesiąt minut w urzędzie
dzielnicy Mokotów na Rakowieckiej, potrzebowałem bowiem akty urodzenia
dzieciaków. Kolejki dosłownie wszedzie!! Stojąc tak sobie i klnąc w duchu,
wyczytałem informację (potwierdzoną potem u źródła), że otwarto niedawno
punkt obsługi interesantów Urzedu Stanu Cywilnego w urzędzie dzielnicy
Wilanów na Kostki Potockiego 11 (mozna tam wyciągnąć odpisy aktów z całej
Warszawy, niezaleznie od tego, gdzie nastapiło tzw. zdarzenie, bo nie ma już
rejonizacji). Akty zatem można odbierać w całej Warszawie, ale dla Was,
mieszkańcy Konstancina, chyba najlepiej będzie w Wilanowie. Tam cicho,
spokojnie i miło. Pozdrowienia!
  MPZP TT i TOG
Wg dzisiejszej Rzeczpospolitej po decyzji sadu kwestionującej
decyzje Urzędu Miasta na Mokotowie (wydano zgodę na postawienie
bloku wśrod zieleni, a pani wicedyrektor Biura Architektury
samowolnie zmieniła zapisy studium uwarunkowań - cytuję z pamięci
więc proszę nie łapać mnie za słówka) wracamy do stanu prawnego z
2001 roku co oznacza także, że w ciągu najbliższych 1,5-2 lat nie
zostaną uchwalone w Warszawie żadne MPZP. Ale mamy fachowców w
Ratuszu, a zwłaszcza w naszym ukochanym Biurze Administracji!!!
Ciekawe dlaczego urzędnicy poszli na to żeby łamać przepisy i w ten
sposób narazili rozwój całego miasta na zatrzyamnie? I dlaczego nikt
nie zaprotestuje i nic nie zrobi kiedy na BZ wśród zieleni stawia
się bloki (przypominam, że urzędy zostały powiadomione a "list
otwarty" na razie pozostaje bez odpowiedzi, ale sprawa nie została
przez nas - grupę inicjatywną - zapomniana.
  czy moge glosowac?
czy moge glosowac?
Witam!
Mam nadzieje, ze Wy bedziecie w stanie mi odpowiedziec. Chcialbym, bardzo bym
chcial oddac glos w wyborach, ale niestety nie mam pewnosci czy bede mogl...
Dlaczego? Pol roku temu zmienilem adres zameldowania, z jednej warszawskiej
dzielnicy do innej. Problem w tym, ze nie wyrobilem sobie jeszcze nowego
dowodu i mam w dowodzie stary adres zameldowania. Do tej pory nikt, doslownie
nitk (maile do Rady Warszawy. do dzielnicy Mokotow, a takze do serwisu
wybieram.pl) nie jest w stanie mi odpowiedziec na moje pytanie. Czy to az tak
wyjatkowo trudny problem? Blagam Was o pomoc. Jesli musze miec jakies
zaswiadczenie z urzedu dajcie mi znac bo to juz malo czasu zostalo i bede
musial sie zwolnic w tygodniu z pracy... Jesli nie musze tez prosze o
odpowiedz. Bo przeciez dowod mam , na podstawie tego dokumentu mozna
stwierdzic moja tozmsamosc, jedynie adres inny... Prosze was o szybka pomoc!
Wierze, ze pomozecie mi zaglosowac na najlepszego kandydata na prezydenta
Warszawy...
pozdrawiam,
Marcin - Warszawa- Mokotów
 
  Punkt USC - dla mieszkańców Wilanowa!
Punkt USC - dla mieszkańców Wilanowa!
Szanowni :) spedziłem pare dni temu "upojne" kilkadziesiąt minut w urzędzie
dzielnicy Mokotów na Rakowieckiej, potrzebowałem bowiem akty urodzenia
dzieciaków. Kolejki dosłownie wszedzie!! Stojąc tak sobie i klnąc w duchu,
wyczytałem informację (potwierdzoną potem u źródła), że dla mieszkańców
Wilanowa otwarto niedawno punkt obsługi interesantów Urzedu Stanu Cywilnego w
naszym urzędzie dzielnicy na Kostki Potockiego 11 (mozna tam wyciągnąć odpisy
aktów z całej Warszawy, niezaleznie od tego, gdzie nastapiło tzw. zdarzenie,
bo nie ma już rejonizacji). Tak samo mieszkańcy Konstancina - umieszcze chyba
dla dobra tamtejszego ludu taką info na forum konstancińskim). Pozdrowienia!
  Gdzie sa najdluzsze schody w Warszawie....
Gdzie sa najdluzsze schody w Warszawie....
Najdluzsze schody maja 400 stopni. Otworzono je z pompa ponad 2,5 roku temu.
Prowadza do pomnika Polski Walczacej. Niedawno wybralem sie aby zobaczyc co
zostalo zrealizowane z oficjalnej informacji w oficjalnym serwisie Urzedu Miasta

a mialo byc:

"Zaniedbane otoczenie Kopca zaczyna zmieniać się diametralnie. - Schody,
upamiętniające Powstanie Warszawskie to pierwszy etap wieloletniego planu
organizacji przestrzeni wokół kopca. Założeniem jest stworzenie w tym miejscu
8-hektarowego parku rekreacyjno-kulturalnego" - mówi Anna Kowalik z wydziału
infrastruktury dzielnicy Mokotów.

Oprócz schodów, wzdłuż których stanie 15 kamiennych ławek, planowany jest
spiralny szlak z 10 tarasami widokowymi o łagodnym spadku, nadający się
również dla osób poruszających się na wózkach inwalidzkich. Jego realizacja
zostanie zakończona w _____2006____ roku.

Przewidziane są również place zabaw dla dzieci, bar, kawiarnia umiejscowiona
na tarasie widokowym, a także pawilony wystawiennicze przeznaczone na
działalność kulturalną. Możliwe, że powstanie tu tor crossowy dla rowerzystów."

zrodlo: tinyurl.com/2u3o3q
=========================================

Jak myslicie, ile z tych pieknych planow po otwarciu schodow zostalo
zrealizowanych?
  Pytanie do Warszawiaków.
Wszystko OK, Ursynów kiedyś dawno podlegał administracyjnie pod Mokotów, podobnie jak Wilanów. Od kilkunastu lat są to jednak odrębne dzielnice (podobnie jak Bemowo podlegające niegdyś pod Wolę i Bródno, Białołęka oraz Targówek swego czasu w ramach Pragi Północ). Jedynym wyjściem żeby to miasto jakoś funkcjonowało było wydzielenie ich jako nowych dzielnic, inaczej Warszawa nie byłaby w stanie funkcjonować choćby ze względu na zator w urzędach dzielnic (meldunki, rejestracje pojazdów, prawa jazdy).

Podejrzewqam że podobnie sprawa się miała z Paryżem który na mój stan wiedzy ma 20 dzielnic (arrondisement). Z dawien dawna miał ich mniej, ale rozwój miast jest nieunikniony.
  Kim jest eela???
eela ma sporo wiedzy o sprawach lokalnych, ale wiedzy
nie zawsze ugruntowanej. jej(twoje) informacje, ich
zakres i kompleksowosc, wskazuja na to, ze pochodza
czesto z prasy lokalnej lub stolecznej. mozna przyjac
zalozenie, ze eela pracuje w jakims urzedzie,
spoldzielni lub gazecie. sugestia, ze ozywia forum, bo
to jej praca. moze byc uzasadniona, aczkolwiek ja nie
daje jej wiary. na pewno jest lub byla mieszkanka
warszawy pld. osobiscie stawiam na mokotow. wiek eeli
stanowi ciekawostke. mysle, ze jest to gdzies pomiedzy
20-28 lat, ale glowy nie dam.
  SMB "Osiedle Kabaty" Budowa X - Rosola/Wawozowej
spraw się ślimaczyła bo trzeba było uregulować stan prawny wszystkich gruntów
na którymi włada spółdzielnia.
Wg. informacji z biuletynu :

"Odrębna własność lokali

Usunięta została jedna z największych przeszkód, czyli nieuregulowany stan
prawny najdłuższej ścieżki niehipotekowanej. przebiegającej przez, teren
spółdzielni. Postanowieniem Sądu Rejonowego dla Warszawy Mokotowa, Spółdzielnia
stała się właścicielem, wskutek zasiedzenia, nieruchomości składającej się z
gruntu dawnej drogi polnej biegnącej od ul. Wańkowicza pod budynkami Wańkowicza
2, Bronikowskiego 55, segmentami, Bronikowskiego 4/4A, Dembego 21, 22 i 22A do
granicy terenu spółdzielni z ul. Rosoła. Do uregulowania pozostała jeszcze
ścieżka biegnąca przez nasz teren (najwięcej trawnikami) równolegle do ul.
Rosoła. W ten sposób wspomniane budynki stoją jednocześnie na dwóch działkach,
co do których przysługuje nam różny tytuł prawny i do ustanowienia odrębnej
własności konieczne jest jeszcze ujednolicenie tytułu prawnego, tj. wykupienie
gruntu co do którego przysługuje nam wieczyste użytkowanie albo zrzeczenie się
prawa własności i uzyskanie wieczystego użytkowania terenu byłej drogi.
W chwili obecnej mamy już zatwierdzony podział na następujące nieruchomości:
- działka nr 48/1 - plac "forum" z fontanną
- działka nr 48/2 - budynek Bronikowskiego 1
- działka nr 48/3 - trafostacja
- działka nr 48/4 - budynek Wąwozowa 8
- działka nr 48/5 - budynek Wąwozowa 6
- działka nr 48/6 - pozostały teren osiedla wzdłuż ul. Wąwozowej do Rosoła
- działka nr 44/1 - budynek Wańkowicza 6
- działka nr 44/2 - budynek Wańkowicza 4
- działka nr 44/3 - pod budynek zadania 11 bis
- działka nr 44/4 - trafostacja
- działka nr 44/5 - pozostały teren osiedla od strony północnej do ul. Rosoła.
Trwa procedura stwierdzenia samodzielności lokali w budynkach nowej części na
wydzielonych działkach.
Natomiast w nast. budynkach starej części uzyskaliśmy już zaświadczenia
stwierdzające samodzielność lokali: Dembego 17A, 18, 19, 20/20A, 21, 22 23/23A,
24, 30, Rosoła 7, 9 11, 13, 15,17, Bronikowskiego 2/2A i 4/4A. Do Urzędu Miasta
przekazaliśmy dokumentację w celu uzyskania stwierdzenia samodzielności lokali
w budynkach: Bronikowskiego 1, 3-53, 55, Wąwozowa 8, Dembego 28. "
  Echa Kazimierza i losy ex-burmistrza
Echa Kazimierza i losy ex-burmistrza
Zagubiona strategia (Życie Warszawy)

Strategia rozwoju gminy, która miała powstać podczas słynnego wyjazdu
urzędników z Targówka do Kazimierza, prawdopodobnie nie istnieje.

P rzypomnijmy - w marcu zeszłego roku cała kadra kierownicza z urzędu
Targówka udała się na dwa dni do Kazimierza, żeby opracować strategię. Wyjazd
był dla włodarzy Targówka okazją do doskonałej zabawy: alkohol lał się
strumieniami, balowano do późnej nocy. Po powrocie rozpętała się burza.

Ówczesny burmistrz Marek Kamiński publicznie zapewniał, że czas spędzony w
Kazimierzu nie poszedł na marne. - Miała powstać i powstała książka -
oznajmił. - Ma dwieście stron i nosi tytuł "Zrównoważony rozwój Targówka jako
fragment miasta Warszawy" . W Kazimierzu dyskutowaliśmy o planach
zagospodarowania, gospodarce gruntami, oświacie, kulturze i sporcie -
wymieniał. Wtórowali mu wszyscy jego zastępcy. Każdy z nich zdał
kilkugodzinną relację. Mówiono chyba o wszystkich pomysłach, jakie
kiedykolwiek zrodziły się w głowach burmistrzów rządzących Targówkiem.

A dziś okazuje się, że po "opasłej księdze" w urzędzie nie ma śladu. - Radni
dopominali się, żebym przedstawił im program rozwoju dzielnicy - opowiada
obecny burmistrz Targówka Romuald Gronkiewicz. - Postanowiłem sięgnąć do
opracowania przygotowanego przez moich poprzedników. W końcu dzielnica nie
istnieje od dziś. Poinformowano mnie, że dokumentu nie ma w urzędzie. Istniał
podobno jeden egzemplarz, ale nikt nie wie co się z nim stało - dodaje.
Strategii nie są w stanie odnaleźć też dzisiejsi radni z Targówka.

Z byłym burmistrzem Markiem Kamińskim nie udało nam się skontaktować. Wraz z
końcem kadencji zniknął ze stołecznego samorządu. Nie oznacza to jednak, że
zamierza zarabiać na życie w inny sposób. Nadal chce pracować w urzędzie. Tym
razem na Mokotowie. Stara się o posadę naczelnika wydziału sportu i
rekreacji. Jak ustaliliśmy, jego wysiłki wspierają niektórzy działacze PO.
Warto dodać, że PO na Mokotowie ma swojego burmistrza.

- Rzeczywiście, jest taka kandydatura - przyznaje rzecznik prasowy Mokotowa
Grzegorz Okoński. - Komisje, które zajmują się rekrutacją, sprawdzą ją -
stwierdził tylko.
  akt ślubu - pomóżcie
W Urzędzie Stanu Cywilnego właściwego dla dzielnicy i miasta w którym braliście
ślub. Jesli np. jesteś z Woli (w Warszawie, a slub odbył się na Mokotowie,
zgłaszasz się do USC Mokotów.
A jak to jest z listem poleconym nie wiem, musisz bezpośrednio tam zapytać.
  Dla Fanów PIS-u ;)
Nie wiem jak opanowac przekretomanie. Nie wiem rowniez jak opanowac zaslepienie tych furiatow z PiS. Na razie w ramach "przeswietlania" mostu polnocnego w Warszawie ubili przetarg, wg ktorego most mial zaczac powstawac juz w tym roku. Przetarg ubili, przeanalizowali, a nastepnie rozpisali nowy przetarg, w ktorym ponownie zwyciezyla ubita wczesniej koncepcja i wykonawca. Czyli niby sie nic nie zmienilo. Tylko dzieki temu "przeswietlaniu" budowa rozpocznie sie najwczesniej pod koniec przyszlego roku. Z kolei ultraoszczedne budowanie kolejnej nieodzownej inwestycji w Warszawie - wezla kolo Galerii Mokotow powoduje glownie to, ze, podobnie jak za siermieznej komuny Gierka, kilkanascie miesiecy temu rozpoczeto przebudowe, ktora w zasadzie nie idzie do przodu. Bywam w tym mlynie szczesliwie raz, dwa razy w miesiacu. Tam sie nic nie dzieje. Cztech znudzonych facetow opiera sie o lopaty i juz. Rozumiem, ze ich dniowki sa niskie, wiec inwestycja jest tania. Tylko nie idzie do przodu, a ludzie traca czas i pieniadze w gigant korkach.

Wiem, ze autostrady w Polsce budowane sa drogo i zle, za to z nadania towarzyszy komunistow. Nie wiem tylko czy ultraostrozne Kaczory sa w stanie cokolwiek zbudowac. Oni tak strasznie sie boja, ze ktos ich policzy, ze w zasadzie nie robia nic innego poza straszeniem, pokrzykiwaniem, rozliczaniem i nic nie robieniem. Jak Kaczor obejmowal urzad prezydenta stolicy to gromko krzyczal, ze rozliczy tzw. uklad warszawski. Jakos nie rozliczyl (moze nie udalo mu sie nic znalezc, podobnie jak w sprawie mostu polnocnego), ale dzieki jego ostroznosci w zasadzie Warszawa korkami stanela i tak stoi, bo tu rozgrzebane, tu cos tam dlubia, ale w zasadzie to nic konkretnego, za co mozna pojsc siedziec.

Na moj zdrowy rozum sprawdzac mozna i trzeba. Zarzuty tez trzeba stawiac. Ale przede wszystkim budowac, bo jeszcze troche i Bialorus nas wyprzedzi.
  kiedy to sie skończy ?!
kiedy to sie skończy ?!
wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1342&wid=8918507&rfbawp=1181414204.466&ticaid=13e54&_ticrsn=3
"Bezapelacyjnym liderem "kolekcjonerów", jak w Warszawie nazywa się już
samorządowców platformy, jest członek regionalnych władz PO Robert Soszyński.
Na swoim koncie miał do niedawna aż pięć stanowisk. Obecnie ma ich cztery:
jest radnym wojewódzkim, przewodniczącym sejmiku, burmistrzem Mokotowa i
członkiem rady nadzorczej Pałacu Kultury i Nauki. Z piątego musiał
zrezygnować, bo prawo nie pozwala na łączenie aż tylu funkcji.

REKLAMA Czytaj dalej

W urzędach podległych Hannie Gronkiewicz-Waltz zatrudnienie znajdują także
całe rodziny lokalnych działaczy PO. Przykładem jest małżeństwo
Łaptaszyńskich. Ona jest dzielnicową radną oraz pracownikiem departamentu
funduszy strukturalnych i pomocowych urzędu marszałkowskiego województwa, on –
wicedyrektorem jednego z departamentów w tym samym urzędzie. Inny radny
Platformy, Piotr Wertenstein–Żuławski, załatwił swojej matce stanowisko
rzecznika prasowego w urzędzie dzielnicy Ochota.

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w Urzędzie Stanu Cywilnego. Jego szefową
została niedawno Iwona Basior, prywatnie żona niedoszłego radnego Platformy.
Kierownicze stanowisko w USC półtora miesiąca temu otrzymała także była radna
PO Hanna Kardaszewicz. Z kolei jej męża zatrudnił u siebie rekordzista wśród
"kolekcjonerów" Robert Soszyński. Z partyjno-rodzinnego klucza skorzystała też
radna PO Joanna Tucholska. Załatwiła swojej matce pracę w… miejskiej
bibliotece, którą kieruje były poseł PSL Michał Strąk.

Na tym jednak nie koniec. Na eksponowane stanowiska w ratuszu przyjmowani są
ludzie z pominięciem procedury konkursowej. W taki sposób pracę znalazł na
przykład Mirosław Sielatycki, który został niedawno p.o. wicedyrektora biura
edukacji urzędu. Z prośbą wyjaśnienie tej sprawy do prezydent Warszawy
zwróciło się już nawet MSWiA.

Gronkiewicz-Waltz jak odkurzacz wciąga swoich ludzi do ratusza i innych
urzędów. Biorąc pod uwagę, że część tych ludzi to działacze SLD, to trzeba
stwierdzić, że na naszych oczach odtwarza się układ warszawski. Teraz widać po
co platformie była potrzebna władza w Warszawie – mówi "Wprost" warszawski
poseł PiS Karol Karski, który poprosił resort spraw wewnętrznych o interwencję
w sprawie polityki kadrowej prezydent stolicy.
"
  ulga remontowa
Tu wchodzimy w odwieczną niemal dyskusję co to jest zamieszaknie, a co zameldowanie.
Jeśli mieszkasz w nowym mieszkaniu, to i powinnaś miec przynajmniej meldunek na pobyt czasowy (możesz tylko 3 dni mieszkać bez żadnego meldunku).
Tak stanowi prawo.

Stąd w oparciu o taki zapis we wszelkich przepisach prawnych mowa jest o miejscu zamieszkania, a nie zameldowania. Dla tworzących wszelkie prawa, to w zasadzie oznacza to samo. Nikomu z nich nie przychodzi do głowy, ze setki tysiecy osób (w tym tez ja) mieszkają od lat gdzieś bez meldunku.
Ja jestem zameldowany w Warszawaie na Woli, a mieszkam na Mokotowie.
No ale nawet nie przyznaję się do tego, nie biorę faktur na adres mokotowski, ani nie rozliczam sie w US Mokotów.
Czemu? - bo przyznałbym się do łamania prawa.
O tym, ze mieszkam na Mokotowie nie wie nikt z urzędników. Jakbym nagle zaczął rozliczac sie z PIT na Mokotowie, to i byłoby wielkie zdziwienie w urzędzie i pytanie - agdzie ma pan wpisane, ze mieszka pan na Mokotowie? Nigdzie.

Jeśli wiec masz w nowym mieszkaniu meldunek na pobyt czasowy, to i możesz brać faktury na nowe mieszkanie i nawet rozliczac się w urzędzie skarbowym pod który podlega rejon gdzie masz nowe mieszkanie.
Jeśli nie masz żadnego meldunku w nowym mieszkaniu, to lepiej bierz faktury na twój adres zameldowania i tam też będziesz składac PIT (konkretnie PIT składa się w US miejsca zamieszkania /zameldowania/ na dzień 31.12 danego roku).

Nic nie szkodzi, jeśli w czasie roku przemeldujesz się na nowe mieszkanie na pobyt stały. Od momentu przemeldowania możesz brać faktury na nowy adres. mozesz też mieć w ciągu roku faktury na rózne adresy, byleby okreslały one ciebie jako podatnika. Jakby co, to niech US sprawdza sobie w wydzialach meldunkowych, czy w dniu zakupu i daty na fakturze bylas pod tym adresem zameldowana (czyli mieszkałaś).

Ja mam kolegę, który zameldowany jest w Krakowie, ale mieszka u żony w Warszawie. Tu też ma meldunek na pobyt czasowy. No i rozliczajac się z PIT nie musi jechac do Krakowa, moze zrobić to w Warszawie. Gdyby nie ten meldunek czasowy, to musialby wywylac PIT do Krakowa.

Jasne?
  Po Mistewiczu - spec od dróg poszukiwany
Mistewicz szef ZDM - zwolniony za opóźnienia
ZDM Zmiany kadrowe
Marcinkiewicz zwolni szefa drogowców

Z powodu opóźnionego remontu Traktu Królewskiego stanowisko straci szef Zarządu
Dróg Miejskich Marek Mistewicz

P.o. prezydenta Warszawy Kazimierz Marcinkiewicz zapowiedział, że dziś ogłosi
konkurs na stanowisko nowego dyrektora ZDM. Mistewicz sprawuje tę funkcję od
listopada 2004 roku. W przeciwieństwie do swojego poprzednika Janusza Foty,
który wolał zrezygnować ze stanowiska, niż oddać kupione od miasta po zaniżonej
cenie mieszkanie, nie odchodzi jednak w atmosferze skandalu.

Jakie są zarzuty wobec szefa ZDM?

- Nie zawsze, kiedy dokonuje się zmiany, są zarzuty - oznajmił Marcinkiewicz. -
Poszukuję osoby, która poprowadzi ZDM efektywnie. Wystąpiłem o przeprowadzenie
konkursu pod wpływem artykułów prasowych - przyznał.

Wciągu ostatnich tygodni media zarzucały drogowcom opóźnianie inwestycji i zły
nadzór nad miejskimi budowami, np. otwarcie nieskończonej ul. Marszałkowskiej,
błędne oznakowanie Trasy Siekierkowskiej, ślimaczącą się przebudowę skrzyżowania
przy Galerii Mokotów.

Warszawskie dzienniki krytykowały jednak także Zarząd Transportu Miejskiego -
np. za zły stan taboru czy przedłużanie negocjacji z kolejarzami w sprawie
wspólnego biletu. Dziennik wręcz nazwał szefa ZTM Roberta Czaplę pierwszym
hamulcowym warszawskiej komunikacji. Ale ratusz na razie nie szuka jego
następcy. Dlaczego Mistewicz naraził się bardziej?

Według naszego informatora przesądził fatalnie opóźniony prestiżowy remont
Traktu Królewskiego przygotowywany przez ZDM i naczelnego architekta Michała
Borowskiego (o odwołaniu przed wyborami tego ostatniego także spekuluje się w
miejskich urzędach).

Zanim Marcinkiewicz zdecydował się na konkurs, w ratuszu mówiono, że głównym
kandydatem na dyrektora ZDM jest Wojciech Dąbrowski, szef mazowieckiej
Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych.

- W konkursie nie wezmę udziału - powiedział wczoraj Dąbrowski "Rz".

Marek Mistewicz był wczoraj na urlopie. Przez cały dzień miał wyłączoną komórkę.
apa, kmaj
www.rzeczpospolita.pl/dodatki/warszawa_060831/warszawa_a_9.html
  Powtórka z Rywina
1. perfekcyjny kandydat
Fiskus sprawdzi Cimoszewicza

Urząd Skarbowy Warszawa Mokotów sprawdzi PIT–y Włodzimierza Cimoszewicza z
ostatnich lat.

– Przeprowadzimy postępowanie wyjaśniające, żeby ustalić stan faktyczny. Na
razie znamy sprawę z przekazów medialnych – mówi Jadwiga Prucnal-Cira,
naczelnik mokotowskiego urzędu.
Sprawa dotyczy pieniędzy, za które Cimoszewicz w 2001 roku kupił akcje PKN
Orlen i Agory. W oświadczeniu majątkowym, które złożył w Sejmie w 2001 roku
napisał, że akcje nabył z kredytu bankowego i za pieniądze córki i zięcia,
którzy na jego konto wpłacili 100 tys. dolarów. Zdaniem specjalistów,
pieniądze, które dostał Cimoszewicz, należy traktować jako pożyczkę. Należało
od niej zapłacić podatek, który na dzisiaj razem z odsetkami wynosi ponad 18
tys. zł.

– Nie było żadnej pożyczki – mówi stanowczo marszałek. Innego zdania jest dr
Robert Gwiazdowski, ekspert z Centrum im. Adama Smitha. – Faktycznie to była
pożyczka – mówi. Jego zdaniem kupowanie akcji za czyjeś pieniądze na własny
rachunek jest zgodne z prawem. – W takiej sytuacji od zwykłego śmiertelnika
państwo polskie pobiera haracz, który obecnie nazywa się podatkiem od czynności
cywilnoprawnych, a w roku 2000 nazywał się opłatą skarbową. Pan marszałek nie
jest zwykłym śmiertelnikiem. Jest za to doktorem nauk prawnych. Powinien więc o
tym wiedzieć – podkreśla Gwiazdowski.

Wszystkie wątpliwości musi wyjaśnić mokotowski fiskus. Niewykluczone, że
pracownicy skarbówki wezwą Cimoszewicza.

Już dziś wiadomo, że urzędnicy sprawdzą konto bankowe marszałka. Pod lupę
zostaną wzięte operacje finansowe związane z pieniędzmi, które przelała jego
córka.

2005-08-03

a doktor prawa co na to?

"Cała transakcja była perfekcyjnie zgodna z prawem, nie budziła też
najmniejszych wątpliwości etycznych."

tymczasem zwykły śmiertelnik uiszcza opłatę skarbową
  Problemy z wykupem M komunalnego
Gość portalu: .................. napisał(a):

> Witam, jestem z Ursynowskiej, przy Parku Dreszera.

Przykra sprawa. Nie chcę zapeszać ale z doświadczenia wiem, że sprawy z
rzekomymi "spadkobiercami" w tle są najgorsze.

Też mam niemiłe doświadczeni z burmistrzem Okońskim i paniami z Referatu
Sprzedaży lokali na Mokotowie. Kilka lat temu, kiedy wstrzymano wykupy
niektórych lokali, napisaliśmy pismo do Biura Polityki Lokalowej m. st. Warszawy
(jeszcze za panowania dyrektor Mirosławy Wnuk). Dostaliśmy po pół roku (!!!)
lakoniczną odpowiedź z chamsko podkreśloną pointą, że sprzedaż lokalu to dobra
wola miasta. Pismo było obraźliwe, napisane niezgrabnym językiem. Nie zawierało
odpowiedzi na główną tezę naszego pisma: kiedy "uwolnią" wykupy. W dodatku
odpowiadając przez pół roku aż trzykrotnie przekroczono termin określony w
kodeksie postępowania administracyjnego.

Staraj się monitorować sprawę. MASZ do tego prawo - vide ustawa o dostępie do
informacji publicznej. Masz prawo wiedzieć, jaki jest aktualny stan prawny domu,
w którym jesteś najemcą lokalu.

Proponuję osobistą wizytę na Rakowieckiej, w Referacie Sprzedaży Lokali (3 piętro).

Może stan prawny się zmienił - roszczenia unieważniono? Dowiaduj się
systematycznie i nie odpuszczaj.

Mojej babci też albo odmawiano sprzedaży albo psuto, demolowano, niszczono wykup
poprzez przewlekanie go tak, aby przeróżne dokumenty od zewnętrznych instytucji
się przedawniły. Sytuacja była dramatyczna, bo nie mamy innego mieszkania a na
zakup po cenach rynkowych nas nie stać. Nie dawano nam wykupić, bo mieszkanie
było "zamówione", czyli ktoś z zewnątrz miał na nie ochotę.

Nie dawałem za wygraną: studiowałem odpowiednie przepisy, byłem mega upierdliwy
(nawet 3 - 4 wizyty w urzędzie w tygodniu + przynajmniej 1 telefon tygodniowo).
Cały czas śledziłem nasze papiery w zewnętrznych urzędach i np. pytałem panie z
Rakowieckiej, co ze sprawą, bo np. taki lub iny urząd dawno temu już wysłał im
odpowiedź.

Cały czas skutecznie uprzykrzałem im pracę. Może nie jest to etyczne ale czasem
na urzędasów nie ma siły.

widać, że cel uświęca środki, bo moja babcia od pewnego czasu jest już
WŁAŚCICIELKĄ A NIE NAJEMCĄ LOKALU.

Powodzenia !!!
  Ratusz łaskawy dla dawnego towarzysza
Sprawa Olimpii to jedno wielkie bagno i z tego bagna widać władze Olimpii z
ostatnich lat , korupcje urzędasów z Dzielnicy i Miasta , a przede wszystkim
kompromitacje -czy aby tylko ( pachnie korupcją na kilometr) u Naczelnego
Architekta Warszawy -był ślepy ,czy ślepego udaje?Panie architekcie np. w
Paryżu w samym centrum jest stadion-tuż przy wieży Eiffa , albo Pola
Marsowe ,lasek Luksemburski ,Buloński itd. czyli tereny zielone-nic panu nie
mówią -każde miasto musi to mieć !!- i gdyby ktoś próbował to zmienić z
pewnością zamknięto by go w zakładzie dla obłąkanych -pan swoim autorytetem
zezwala na samowolę nie liczenie się z potrzebami lokalnej społecznosci.Pogoń
za "kasą" odebrała panu rozum ? -bez pana decyzji takie warcholstwo urzędasów
Miasta i Dzielnicy nie miałoby miejsca.Miasto ma OBOWIĄZEK ZAPEWNIĆ MIESZKAŃCOM
MOŻLIWOŚC REKREACJI I LOKALNEGO SPORTU - to standart w krajach Unii
Europejskiej -szczególnie Francji,Niemczech ,Anglii . Tam za taką decyzje
polityk i urzędas, który doprowadził do takiego stanu jak obecnie na Woli byłby
skończony.Kompromitacja Urzędu Miasta I Dzielnicy.Nie ostatnia,na podobny
debilizm zachorowali urzędasy z Miasta i Mokotowa chcąc "kuchennymi drzwiami"
zrobić podobny numer z terenem rezerwatu jez.Czerniakowskiego -najpierw
zmieniając nazwe "rezerwat" na
"otulinę" ,by z czasem pod firmą "Delty" - "wydzierżawić" czytaj sprzedać teren
jeziorka pod budowe apartamentowców - dla naiwnych głosi się hasła szkółki
golfa,piłkarskiej -dokładnie tak samo przetartym szlakiem jak na
Olimpii.Tyle ,że mieszkańcy Sadyby są czujni i ten numer nie przejdzie na
Sadybie.Jez.Czerniakowskie i rezerwat ma służyć całej Warszawie ,a nie grupie
cwaniaczków rzekomo troszczących się o młodzież.Olimpia jest namacalnym
przykładem do czego prowadzi zachłanność na kasę-głupota urzędasów wszelkiej
maści w Warszawie.BĄDŻMY CZUJNI !!!
  Prezydencka ekipa Hanny Gronkiewicz-Waltz
wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1342&wid=8918507&rfbawp=1181456541.654"
Bezapelacyjnym liderem "kolekcjonerów", jak w Warszawie nazywa się już
samorządowców platformy, jest członek regionalnych władz PO Robert Soszyński. Na
swoim koncie miał do niedawna aż pięć stanowisk. Obecnie ma ich cztery: jest
radnym wojewódzkim, przewodniczącym sejmiku, burmistrzem Mokotowa i członkiem
rady nadzorczej Pałacu Kultury i Nauki. Z piątego musiał zrezygnować, bo prawo
nie pozwala na łączenie aż tylu funkcji.

REKLAMA Czytaj dalej

W urzędach podległych Hannie Gronkiewicz-Waltz zatrudnienie znajdują także całe
rodziny lokalnych działaczy PO. Przykładem jest małżeństwo Łaptaszyńskich. Ona
jest dzielnicową radną oraz pracownikiem departamentu funduszy strukturalnych i
pomocowych urzędu marszałkowskiego województwa, on – wicedyrektorem jednego z
departamentów w tym samym urzędzie. Inny radny Platformy, Piotr
Wertenstein–Żuławski, załatwił swojej matce stanowisko rzecznika prasowego w
urzędzie dzielnicy Ochota.

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w Urzędzie Stanu Cywilnego. Jego szefową została
niedawno Iwona Basior, prywatnie żona niedoszłego radnego Platformy. Kierownicze
stanowisko w USC półtora miesiąca temu otrzymała także była radna PO Hanna
Kardaszewicz. Z kolei jej męża zatrudnił u siebie rekordzista wśród
"kolekcjonerów" Robert Soszyński. Z partyjno-rodzinnego klucza skorzystała też
radna PO Joanna Tucholska. Załatwiła swojej matce pracę w… miejskiej bibliotece,
którą kieruje były poseł PSL Michał Strąk.

Na tym jednak nie koniec. Na eksponowane stanowiska w ratuszu przyjmowani są
ludzie z pominięciem procedury konkursowej. W taki sposób pracę znalazł na
przykład Mirosław Sielatycki, który został niedawno p.o. wicedyrektora biura
edukacji urzędu. Z prośbą wyjaśnienie tej sprawy do prezydent Warszawy zwróciło
się już nawet MSWiA.

Gronkiewicz-Waltz jak odkurzacz wciąga swoich ludzi do ratusza i innych urzędów.
Biorąc pod uwagę, że część tych ludzi to działacze SLD, to trzeba stwierdzić, że
na naszych oczach odtwarza się układ warszawski. Teraz widać po co platformie
była potrzebna władza w Warszawie – mówi "Wprost" warszawski poseł PiS Karol
Karski, który poprosił resort spraw wewnętrznych o interwencję w sprawie
polityki kadrowej prezydent stolicy."

BRAWO!!!
  siedlczanin vs cba?
family business
Za Rzepą. Zwracam uwagę na ostatnie zdania:
"Historia łapówki zaczęła się w maju tego roku. 20 maja „Gazeta Wyborcza“
opisała eskapadę wiceburmistrza Maurycego S. do Sokołowa Podlaskiego na
spotkanie Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów. Pojechał tam służbowym
samochodem, który rozbił. Za remont auta zapłacił urząd Ochoty. W tym momencie
wiedział, że straci stanowisko (stało się tak kilka tygodni później). Jak
ustaliło „Życie Warszawy“, właśnie w tym czasie Maurycy S. zaczął opowiadać
wśród znajomych, że jest w stanie wszystko załatwić w warszawskim samorządzie.

I w sierpniu zgłosił się do niego Przemysław G. Opowiedział, że jego żona Kinga
G. dostała od kogoś zlecenie na załatwienie w Zarządzie Dróg Miejskich
pozwolenia na dzierżawę działki na rzecz spółki Eko-Krab. Od zleceniodawcy
otrzymała 25 tys. zł.

Zdaniem śledczych, 6 sierpnia 2008 r. były wiceburmistrz wręczył nieznanej do
dzisiaj osobie z ZDM 15 tys. zł łapówki. Z Przemysławem G. podzielili się zaś 10
tys. zł.

Z akt sprawy wynika, że obaj samorządowcy mieli pośredniczyć w załatwieniu
dzierżawy parkingu znajdującego się przy ul. Prostej. Od kilku lat od miasta
wynajmuje go spółka deweloperska.

Reporterzy „ŻW“ ustalili, że spółka Eko-Krab kilka miesięcy temu wystąpiła do
urzędu miasta o dzierżawę parkingu, tyle że przy ul. Leszno. Ratusz odmówił, bo
dzielnica planuje w tym miejscu postawienie pawilonów handlowych.

Wczoraj szefowie spółki Eko-Krab byli dla nas nieuchwytni. Wiadomo jednak, że
firma działa na warszawskim rynku od dwóch lat, dzierżawi między innymi parking
na Mokotowie.

Maurycy S. w trakcie przesłuchania nie przyznał się do winy. Decyzją sądu trafił
do aresztu na trzy miesiące.

Bardziej rozmowni byli Przemysław G. i jego żona. Przyznali się do winy. Po
postawieniu zarzutów zostali wypuszczeni do domu."
  Brawo HGW!!!
Brawo HGW!!!
wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1342&wid=8918507&rfbawp=1181421463.625
"Bezapelacyjnym liderem "kolekcjonerów", jak w Warszawie nazywa się już
samorządowców platformy, jest członek regionalnych władz PO Robert Soszyński.
Na swoim koncie miał do niedawna aż pięć stanowisk. Obecnie ma ich cztery:
jest radnym wojewódzkim, przewodniczącym sejmiku, burmistrzem Mokotowa i
członkiem rady nadzorczej Pałacu Kultury i Nauki. Z piątego musiał
zrezygnować, bo prawo nie pozwala na łączenie aż tylu funkcji.

REKLAMA Czytaj dalej

W urzędach podległych Hannie Gronkiewicz-Waltz zatrudnienie znajdują także
całe rodziny lokalnych działaczy PO. Przykładem jest małżeństwo
Łaptaszyńskich. Ona jest dzielnicową radną oraz pracownikiem departamentu
funduszy strukturalnych i pomocowych urzędu marszałkowskiego województwa, on –
wicedyrektorem jednego z departamentów w tym samym urzędzie. Inny radny
Platformy, Piotr Wertenstein–Żuławski, załatwił swojej matce stanowisko
rzecznika prasowego w urzędzie dzielnicy Ochota.

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w Urzędzie Stanu Cywilnego. Jego szefową
została niedawno Iwona Basior, prywatnie żona niedoszłego radnego Platformy.
Kierownicze stanowisko w USC półtora miesiąca temu otrzymała także była radna
PO Hanna Kardaszewicz. Z kolei jej męża zatrudnił u siebie rekordzista wśród
"kolekcjonerów" Robert Soszyński. Z partyjno-rodzinnego klucza skorzystała też
radna PO Joanna Tucholska. Załatwiła swojej matce pracę w… miejskiej
bibliotece, którą kieruje były poseł PSL Michał Strąk.

Na tym jednak nie koniec. Na eksponowane stanowiska w ratuszu przyjmowani są
ludzie z pominięciem procedury konkursowej. W taki sposób pracę znalazł na
przykład Mirosław Sielatycki, który został niedawno p.o. wicedyrektora biura
edukacji urzędu. Z prośbą wyjaśnienie tej sprawy do prezydent Warszawy
zwróciło się już nawet MSWiA.

Gronkiewicz-Waltz jak odkurzacz wciąga swoich ludzi do ratusza i innych
urzędów. Biorąc pod uwagę, że część tych ludzi to działacze SLD, to trzeba
stwierdzić, że na naszych oczach odtwarza się układ warszawski. Teraz widać po
co platformie była potrzebna władza w Warszawie – mówi "Wprost" warszawski
poseł PiS Karol Karski, który poprosił resort spraw wewnętrznych o interwencję
w sprawie polityki kadrowej prezydent stolicy. "
  jestem córką z niepraweg łoża, czy należy mi się c
To proste cd
Akt zgonu dostaniesz w Urzędzie stanu cywilnego (dobrze by było gdybyś
wiedziala gdzie i kiedy (chociaż rok) dziadek zmarł.
Z resztą w każdym USC powiedzą Ci co jest potrzebne. Jako wnuczka masz pełne
prawo dostać wszystkie informacje.

Jeśli chodzi o dokumentację dotyczącą własności lokalu, to najlepiej idź
najpierw do zarządcy budynku i dowiedz się o numer księgi wieczystej
prowadzonej dla lokalu, który należał do twojego dziadka (albo chociaż numer
księgi wieczystej dla gruntu na którym stoi budynek - zapoznawszy się z nią
będziesz mogła znależć numery Kw dla konkretnych lokali). Wszystkie księgi
wieczyste z Warszawy są w sądzie na Alei Solidarności 58 (dla terenu Pragi
Północ właściwy jest Sąd Rejnowy dla Warszawy Mokotowa, IX Wydział Ksiąg
Wieczystych)
Tu masz link z dokładnymi informacjami o tym sądzie:

hipoteka.waw.pl/pl.html
Niestety mając sam adres w sądzie nic nie znajdzesz, najważniejsze więc abyś
ustaliła najpierw numer księgi wieczystej dla interesującego cię lokalu. Kiedy
to zrobisz możesz zajrzeć do tej księgi wieczystej w sądzie lub zamówić jej
odpis i już będziesz wiedziała, kto jest aktualnie ujawniony jako właściciel
tego lokalu.

Jeśli w księdze tej wpisany jest nadal twój dziadek, to po przeprowadzeniu
postępowania o stwierdzenie nabycia spadku (w wydziale cywilonym Sądu Rejnowego
właściwego ze względu na ostatnie miejsce zamieszkania dziadka [adres będziesz
miała w odpisie aktu zgonu]) będziesz mogła wystąpić do sądu prowadzącego
księgę wieczystą o wpisanie do księgi wieczystej ciebie jako właściciela lub
współwłasciciela z innymi spadkobiercami, o których bedzie mówić postanowienie
o stwierdzeniu nabycia spadku. I sprawa będzie załatwiona.

Podsumowując należy:
1. załatwić akt zgonu dziadka,
2. ustalić numer księgi wieczystej dla lokalu i sprawdzić, czy dziadek jest
jeszcze w niej wpisany,
3. przeprowadzić w sądzie cywilonym postępowanie o stwierdzenie nabycia spadku
po dziadku, żeby sąd ustalił kto jest jego spadkobiercą
4. ujawnić spadkobierców dziadka w księdze wieczystej prowadzonej przez sąd
wieczystoksięgowy dla lokalu.

Potem można robić z lokalem, to co dusza zapragnie (oczywiście za zgodą
pozostałych spadkobierców dziadka) ;-)
Powodzenia!
  ślub z obcokrajowcem
Wszystko zalezy od tego jakiej narodowosci i jakiego wyznania jest Twoj
wybranek. Czasem jest to trudniejsze, czasem latwiejsze. Nie chce Cie straszyc,
ale czasem trwa to dluzej niz "planujemy wkrotce wziac slub".
Moj maz jest Kanadyjczykiem i Sikhem. Zeby wziac z nim slub w polskim urzedzie
USC (albo konkordatowy- bo to na to samo wychodzi) musialabym przeprowadzic
rozprawe sadowa w sadzie polskim udowadniajaca, ze jest on stanu wolnego. Tak
sie bowiem sklada, ze polskie USC wymaga serii roznych dokumentow do zawarcia
malzenstwa (jak pojdziesz tam osobiscie to pani Ci wszystko wyjasni i nawet da
liste) i jednym z nich jest zaswiadczenie z jego USC, ze jest on stanu wolnego.
W Toronto nie ma USC - slub sie bierze w magistracie, a takie zaswiadczenie
moze wydac prowincja Ontario. Ontario to nie cala Kanada i w tym caly klops.
Dodatkowo Polska i Kanada nie podpisaly jakichs tam porozumien wiec pani z USC
wyslala mnie do sadu (zamiast dokumentu z USC stwierdzajacego stan wolny mozna
przeprowadzic rozprawe w Polsce udowadniajaco tenze wlasnie fakt). W sadzie
poinformowano mnie, ze przygotowanie rozprawy potrwa jakies 8 miesiecy
(Warszawa-Mokotow).
Z kolei ksiadz katolicki byl niezwykle przychylny i chcial nam udzielic slubu w
kosciele katolickim, ale moze tylko konkordatowy (a do tego sa potrzebne te
wszystkie dokumenty wymagane przez USC). Po podpisaniu konkordatu nie moze
udzielic slubu "tylko " koscielnego. Moze udzielic blogoslawienstwa (= dawny
slub koscielny) po stwierdzeniu, ze para jest juz malzenstwem "cywilnym".
Suma sumarum, wzielismy slub cywilny w Toronto (potrzebne sa tylko nasze
paszporty), zalatwilismy papiery u polskiego ksiedza w Toronto (pozwolenie
biskupa na slub z wyznawca innej wiary, licencje i takie tam) i bierzemy slub
koscielny w Polsce w pazdzierniku.
Moja rada jest taka: idz do swojego USC i wypytaj sie o wszystko (stamtad moze
ambasada, jesli to niezbedne) i idz do swojej parafii i pogadaj z proboszczem.
Powodzenia,
Syswia
  A jednak dwie ulgi u developera ! Budowl. i grunt
Z radością pragnę potwierdzić informację przedmówcy.

Na moje zapytanie brzmiące m.in.:

"Powołując się na interpretacje Ministra Finansów zawarte w pismach:
nr.PB5/MC-033-183-1043/02 z dnia 16.04.2002r
oraz
nr.PO 2/JML-8010-035/97 z dnia 14.05.1997r
chciałabym uzyskać informację, czy przysługuje mi prawo do dwóch odrębnych
odliczeń podatkowych:
1) dotyczące zakupu lokalu mieszkalnego
2) dotyczące zakupu udziału w prawie własności gruntu.
...
Jeśli chodzi o punkt 2), to w przypadku potwierdzenia przez Państwa możliwości
oddzielnego rozliczenia takiego wydatku, chciałabym się też dowiedzieć, jakie
są wymagane dokumenty, aby z tej ulgi skorzystać? Czy wystarczy np. wyciąg
bankowy, bankowe potwierdzenie dokonania zapłaty? Z tego co mi wiadomo
podstawą jest zapłata i akt notarialny, a nie faktura VAT, bo grunt nie jest
towarem w rozumieniu ustawy o podatku od towarów i usług oraz o podatku
akcyzowym z dn. 08.01.1993r (art.4 pkt.1), a jego sprzedaż podlega jedynie
opłacie skarbowej (art.15 ust.2a).
...."

Dostałam następującą pisemną odpowiedź z urzędu, cytuję:

"W odpowiedzi na pismo ... dotyczące interpretacji przepisów prawa podatkowego
podatku dochodowego od osób fizycznych w kwestii dotyczącej odliczenia
wydatków na zakup udziału w prawie własności gruntu, Urząd Skarbowy Warszawa
Mokotów działając na mocy przepisów .... informuje, że podziela Pani
stanowiski zajęte w w/w piśmie.
Jednocześnie Urząd informuje,że powyższe wydatki podlegają odliczeniu na
podstawie dowodów ich poniesienia. Dowodami takimi może być przekaz pocztowy,
przelew bankowy z wyrafnym zaznaczeniem, że kwota dotyczy zaliczki na poczet
zakupu gruntu lub udziału we współwłasności gruntu.
Odpowiedzi udzielono w stanie prawnym obowiązującym w dniu jej datowania oraz
w stanie faktycznym przedstawionym w rozpatrywanym piśmie."
  Ursynowskie Parki - relacje prasowe
Południe głos mokotowa, ursynowa, wilanowa

Parki Ursynowa
Z Bogdanem Żuberem, zastępcą burmistrza dzielnicy Ursynów rozmawia
Andrzej Rogiński

- Co się robi, aby teren zielony przekształcić w park?
- Park, podobnie jak budynek, trzeba najpierw zaprojektować. Od
dawna istnieją na Ursynowie nieurządzone tereny zielone. Od dawna
istnieje ciąg spacerowy przebiegający między budynkami osiedla Jary,
tereny wokół Kopy Cwila, Lasek Brzozowy, lasek Przy Bażantarni.
Dzielnica uzyskała zapis w Wieloletnim Planie Inwestycyjnym Warszawy
i potwierdzony w tegorocznym budżecie na realizację trzech parków na
wymienionych obszarach. Do roku 2012 zostanie na ten cel wydanych
ok. 18 mln zł.

- Z projektowaniem parku ma Pan już doświadczenie.
- To prawda. W tym czasie, gdy pełniłem funkcję dyrektora Zarządu
Oczyszczania Miasta, został odrestaurowany park Ujazdowski. Zajęcie
się urządzaniem parku samo w sobie stanowi przyjemność. Dla mnie
podwójną, gdyż od ponad dwudziestu pięciu lat jestem mieszkańcem
Ursynowa.
Na zlecenie Urzędu park im. Romana Kozłowskiego wraz z ciągiem
spacerowym i park „Lasek Brzozowy” zaprojektował Aleksander Haber, a
Anna Kanclerz wraz z zespołem przygotowała koncepcję parku „Przy
Bażantarni”.

- Jakie są założenia programowe tych parków?
- We wszystkich powinny znaleźć się funkcje wypoczynkowe, miejsca
zabaw dla dzieci i do uprawiania sportu. W „Lasku Brzozowym” znajdą
się urządzenia typowe dla ogrodu jordanowskiego, a w parku
Kozłowskiego będzie m.in. skate park, stok narciarski, górki
saneczkarskie, kort tenisowy, boisko do piłki nożnej. Zadbaliśmy o
fontanny i ozdobne akweny wodne.
Parki muszą być bezpieczne. Zapewni to całodobowa ochrona oraz
kamery systemu monitoringowego. Dużą wagę przywiązujemy do
zachowania istniejącej roślinności, co w szczególności odnosi się do
parków „Przy Bażantarni” i „Lasek Brzozowy”. Znajdują się tam tereny
zapisane formalnie jako lasy. To oznacza, że trzeba dostosować się
do przepisów o gospodarce leśnej.

- Oprócz wspomnianych 18 mln zł na trzy parki pozyskał Pan około 1,8
mln zł na minipark na Moczydle.
- Urządzenie miniparku wokół oczka wodnego Moczydło-3 w rejonie ulic
Stryjeńskich i Wąwozowej przyczyni się do poprawy bytowania rzekotki
drzewnej oraz stworzy mieszkańcom warunki do wypoczynku. Jestem
zadowolony z decyzji Gminnego Funduszu Ochrony Środowiska o
przyznaniu środków finansowych na ten cel w wysokości 1,7 mln zł.
Zyskali ursynowianie bez zwiększania obciążenia budżetu dzielnicy.
Większość prac zostanie zrealizowana w br., a w 2009 r. będą
wykonane pozostałe prace.

- Podczas konferencji prasowej dziennikarze obejrzeli wizualizacje
parków.
- Naszym zamierzeniem było pokazanie wyglądu parków w przyszłości,
gdy wyrosną nowe drzewa i krzewy. Na podstawie koncepcji parku
trudno to sobie wyobrazić. Dlatego dodatkowo, oprócz szkiców,
została wykonana wizualizacja z zastosowaniem wrażenia ruchu.
Wkrótce każdy internauta będzie mógł ją obejrzeć na stronie
www.ursynow.waw.pl

- Urząd przygotował urządzenie czterech parków. Czy przewiduje Pan
jeszcze inne tego typu przedsięwzięcia?
- Chciałbym, aby powstał jeszcze w tym roku park „Przy lesie” o
wymiarach około 1200 m x 40 m, znajdujący się pomiędzy stacją
techniczno-postojową metra a Lasem Kabackim. Park położony jest na
terenie zarządzanym przez Lasy Miejskie, z którymi prowadzimy
rozmowy w sprawie jego realizacji jeszcze w tym roku.

Park im. R. Kozłowskiego zajmuje 7,02 ha, a wraz z ciągiem spacerowo-
rekreacyjnym 10,35 ha. Koszt 7,75 mln zł. Prace zakończą się w 2012
r.
Park „Przy Bażantarni” 9,33 ha. Koszt 5,89 mln zł. Zakończenie prac
w 2010 r.
Park „Lasek Brzozowy” 3,65 ha. Koszt 3,9 mln zł. Zakończenie prac w
2012 r.
Park im. Jana Pawła II 351 tys. zł w 2008 r.
Moczydło - 3 powierzchnia 1,37 ha. Koszt 1,758 mln zł. Zakończenie
prac w 2009 r.

poludnie.com.pl/080313_01.htm
  Czas na porządki na ulicach - na początek Okrężna
Czas na porządki na ulicach - na początek Okrężna
Sz.P. Robert Garbarczyk
p.o. Naczelnika Wydziału Infrastruktury
Dzielnicy Mokotów Miasta Stołecznego Warszawy
ul. Rakowiecka 25/27,

W nawiązaniu do przeprowadzonych rozmów i uzgodnień w dniu 14 lutego 2006r z
p.o. Naczelnika Wydziału Infrastruktury Panem Robertem Grabarczykiem i panią
Anną Krajewską zwracamy się z wnioskami dotyczącymi wykonania w pilnym trybie
niezbędnych prac konserwacyjnych na ulicy Okrężnej i pl. Rembowskiego.

I.
WYRÓWNANIE I UTWARDZENIE NAWIERZCHNI ULICY OKRĘŻNEJ I PL.REMBOWSKIEGO

Ulica Okrężna znajduje się od wielu lat w bardzo złym stanie technicznym a
jest główną drogą dojazdową do domu i do pracy dla kilkuset osób. Dlatego w
imieniu mieszkańców Sadyby zamieszkałych miedzy innymi na pl. Rembowskiego;
ulicach Okrężnej, Morszyńskiej, Cieplickiej, Jeziornej, Zielonej, Jodłowej,
Godebskiego, Waszkowskiego, Goraszewskiej zwracamy się o prośbą o wyrównanie
nawierzchni fragmentów jezdni na ulicy Okrężnej i placu Rembowskiego i
utwardzenie miejsc parkingowych między jezdniami. Chodzi o poprawę sytuacji
do czasu wykonania kompleksowego remontu ulicy, na który czekamy wiele lat.
TSK MOS wnosiło o tymczasową konserwację ulicy już trzy lata temu.

Topniejące zaspy śniegu i roztopy, jak co roku zamienią piaszczystą, pełną
dziur i wybojów drogę w błotne grzęzawisko. Chodzi, więc o zasypanie dołów w
jezdni (szczególnie wypełnionych wodą), wyrównanie i ubicie nawierzchni
między jezdniami tak by samochody można było parkować w pasie parkingowym, a
nie w pasie drogi.

Powyżej opisana konserwacja drogi jest niezbędna do czasu planowanego od lat
kompleksowego remontu ulicy Okrężnej. Remont nastąpi po uporządkowaniu przez
Urząd Dzielnicy spraw formalno-prawnych, które w najgorszym wariancie może
jeszcze trwać do roku czasu.

Jeśli chodzi o koszty konserwacji obecnej ulicy Okrężnej to będzie na pewno
niższy, niż możliwość zasądzenia mieszkańcom Sadyby odszkodowania za
zniszczone od paru lat zawieszenia samochodów.

Przed rozpoczęciem konserwacji ulicy niezbędna jest inwentaryzacja
fotograficzna dokumentująca ilość i stan obecnego bruku oraz fragmentów
zachowanych starych krawężników a w szczególności krzywizn rynsztokowych.

II.
UZUPEŁNIENIE OZNAKOWANIA DROGOWEGO
Niezbędne jest pilne uzupełnienie brakującego od lat oznakowania drogowego na
całym odcinku ulicy Okrężnej (od ulicy Powsińskiej przez plac Rembowskiego do
ulicy Powsińskiej z drugiej strony).
Chodzi między innymi o :
- organizacja ruchu na skrzyżowaniach m.in.z Morszyńską, Cieplicką,
Jeziorną.
- Nowy znak zakazu wjazdu samochodów ciężarowych powyżej 3,5 t (obowiązujący
na całym terenie „Miasta-Ogrodu”),
- znak ograniczenia prędkości,
- nierówności na drodze,
- organizacja ruchu na skrzyżowaniu ulicy Okrężnej z Cieplicką, Morszyńską,
Jeziorną.
- inne niezbędne oznakowanie na podstawie przeprowadzonej wspólnie
inwentaryzacji w terenie.

- Wydaje się istotne zdemontowanie nieaktualnego oznakowania (m.in.
związanego z budową przy pl.Rembowskiego).

Prace wymienione w punkcie I i II uważamy za konieczne do wykonania do końca
marca 2006r.

W imieniu kilkuset mieszkańców deklarujemy gotowość wzięcia udziału w wizji
lokalnej i zaopiniowania zakresu niezbędnych prac konserwacyjnych.

W tej sprawie prosimy się kontaktować z Szymonem Kozłowskim z Sekcji
Infrastruktury Osiedlowej, e-mail : szymon66@gazeta.pl)

Towarzystwo Społeczno-Kulturalne „Miasto- Ogród Sadyba”
Prezes – Janusz Białasik
Sekcja Infrastruktury - Szymon Kozłowski

Do Wiadomości :
Stołeczny Konserwator Zabytków
  [ot][polityka]Warszawiacy ocenili Kaczora ;-)
[ot][polityka]Warszawiacy ocenili Kaczora ;-)
miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2960334.html
"Tusk bierze Warszawę

Jeszcze nigdy kandydaci na najpoważniejszy urząd w państwie nie kłócili się
tak bardzo o Warszawę. Wszystko wskazuje na to, że niedzielną potyczkę
zdecydowanie wygrał w stolicy Donald Tusk. Dostał tu poparcie wyższe od
przeciętnego w kraju. To żółta kartka dla Lecha Kaczyńskiego (PiS), który
rządzi miastem już od blisko trzech lat

Nie czekając na oficjalne wyniki, sami zebraliśmy w nocy dane z komisji
obwodowych na terenie naszego miasta. Według danych "Gazety" Donald Tusk
odniósł w Warszawie zdobył przeszło 48 proc. głosów, podczas gdy na Lecha
Kaczyńskiego głosowało blisko 32 proc. warszawiaków.

Podobne wyniki (47 proc. dla Tuska i 33 proc. dla Lecha Kaczyńskiego) podała o
północy Państwowa Komisja Wyborcza, opierając się na danych z 40 proc.
warszawskich komisji.

Według naszych ustaleń Lech Kaczyński tylko w Ursusie i na Pradze Północ miał
wynik porównywalny z Donaldem Tuskiem. W tzw. inteligenckich dzielnicach: na
Żoliborzu, Ursynowie, Mokotowie i Starej Ochocie, kandydat PO uzyskiwał nawet
dwa razy więcej głosów od konkurenta z PiS.

Co ciekawe, w niektórych okręgach Rembertowa, Bemowa, na górnym Mokotowie
nawet Marek Borowski (SdPl) wyprzedził Lecha Kaczyńskiego.

Na podstawie cząstkowych wyników można przypuszczać, że Lech Kaczyński uzyska
w Warszawie wynik porównywalny z ogólnokrajowym. Za to poparcie dla Tuska
przekroczy 47 proc.

Warszawa zawsze wyróżniała się na tle kraju. To tu odnotowywano najwyższą
frekwencję. Wszystko wskazuje na to, że i tym razem pod tym względem
wypadliśmy wyśmienicie. Z naszych danych wynika, że frekwencję mieliśmy bardzo
dobrą - ok. 64 proc.

Warszawa głosuje też inaczej niż reszta Polski. Gdyby 10 lat temu tylko ona
wybierała prezydenta RP, to zwyciężyłby Lech Wałęsa, a nie Aleksander
Kwaśniewski. W 2002 r. mimo nie najlepszych notowań prawicy w całym kraju PiS
wygrał tu wybory samorządowe. A kandydat tej partii Lech Kaczyński wręcz
znokautował rywali w staraniach o fotel prezydenta Warszawy.

Wydawało się, że stolica stanie się mocną kartą przetargową Lecha
Kaczyńskiego. To tu PiS miał pokazać, że potrafi realizować obietnice rządów
uczciwych i skutecznych. Kandydat PiS w swoich spotach wyborczych kreował się
na dobrego zarządcę miasta, który "zwiększył inwestycje na drogi i negocjował
miliard z Unią Europejską". Lech Kaczyński nie pominął w reklamówkach swojego
niewątpliwego sukcesu, czyli otwarcia Muzeum Powstania Warszawskiego.

Zupełnie inaczej prezydenturę Kaczyńskiego widziała PO. Hanna
Gronkiewicz-Waltz, szefowa warszawskiej Platformy, nazwała ją prezydenturą
zaniechania. Zarzuciła obniżenie liczby inwestycji, wzrost wydatków na
administrację.

Donald Tusk robił, co mógł, by pokazać, że Lech Kaczyński rządzić Warszawą nie
umie. W telewizyjnych wystąpieniach wypomniał porażkę stolicy w staraniach o
unijne pieniądze na budowę metra i zaniedbania w sferze socjalnej, m.in.
zmniejszenie dotacji dla hospicjów.

Ekipa Lecha Kaczyńskiego broniła się, mówiąc że Ministerstwo Gospodarki
obcięło pieniądze dla metra z politycznej zemsty, a miasto wydaje na cele
socjalne dużo więcej niż w latach ubiegłych.

Te tłumaczenia najwyraźniej nie przekonały warszawiaków. Choć prawica z reguły
osiągała tu wyniki lepsze od przeciętnych w kraju. Tym razem po blisko trzech
latach rządów Lecha Kaczyńskiego zdecydowanym zwycięzcą jest polityk centrum."

Autorzy: Dominika Dzióbkowska, Jan Fusiecki
  Koniec ścieżek rowerowych? Masa zdelegalizowana?
<kompletne OT> ;-)
wiadomosci.gazeta.pl/wybory2005/1,67805,2982010.html
Oficjalne decyzje jeszcze nie zapadły, ale warszawscy politycy PiS mówią, że z
Lechem Kaczyńskim do Pałacu Prezydenckiego mają pójść:

• Andrzej Urbański, wiceprezydent Warszawy, odpowiada za kulturę, edukację i
transport miejski.

Według nieformalnego podziału jest specjalistą do zadań trudnych, kreowania
wizerunku i kontaktu z mediami. Mówi się, że tę samą rolę ma odgrywać w Pałacu
Prezydenckim u boku Lecha Kaczyńskiego.

Po studiach polonistycznych pracował w Instytucie Książki i Czytelnictwa
Biblioteki Narodowej. W 1981 r. wraz z kolegami założył grupę Wola wydającą w
drugim obiegu książki i tygodnik. Trafił za to na cztery miesiące do aresztu.
Jeden z najbardziej wpływowych posłów Porozumienia Centrum na początku lat 90.
Rozstał się z tą partią, bo nie mógł jej przekonać, żeby wsparła rząd Hanny
Suchockiej. Szefował redakcjom "Ekspresu Wieczornego" i "Życia Warszawy".
Prowadził audycje "Pytania o Polskę" i "Premierzy".

W 2000 r. premier Jerzy Buzek mianował go podsekretarzem stanu swojej
kancelarii. Cieszy się opinią znawcy świata warszawskiej polityki. Może się
pochwalić poprawnymi kontaktami nawet z elitą PO uwikłaną w tzw. układ
warszawski, czyli niesławną koalicję SLD-PO, wcześniej SLD-UW, rządzącą miastem
do 2002 r. Nie ma się czemu dziwić - jedną z czołowych postaci "układu
warszawskiego" był Paweł Bujalski, współpracownik Urbańskiego z podziemia i PC.

• Elżbieta Jakubiak, szefowa biura prezydenta Warszawy, kandydatka na szefa
gabinetu w Kancelarii Prezydenta RP.

Z wykształcenia pedagog specjalny. Po studiach od 1991 r. pracuje w Kancelarii
Sejmu u boku prof. Jacka Kurczewskiego, wówczas wicemarszałka z ramienia
Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Potem (do 1997 r.) w gabinecie
wicemarszałek Sejmu Olgi Krzyżanowskiej (UW). Od 1998 r. w Urzędzie ds.
Kombatantów pod kierownictwem Jacka Taylora. Odpowiada tu za sprawy
administracyjne, prawne i kadrowe. - Większość życia pracowałam dla ludzi z
Trójmiasta - żartuje Elżbieta Jakubiak. - Gdy Jacek Taylor przyjechał
pogratulować Lechowi Kaczyńskiemu zwycięstwa w wyborach na urząd prezydenta
Warszawy, przekazał kartkę z nazwiskami, mówiąc, że oddaje do dyspozycji swoich
najcenniejszych współpracowników. Było na niej moje nazwisko - wspomina. W
ratuszu jej blisko stuosobowe biuro odpowiada za sprawy organizacyjne, planuje
pracę zarządu miasta.

• Małgorzata Bochenek, dziennikarka, od roku jedna z najbliższych
współpracownic Lecha Kaczyńskiego.

Niesłusznie mylona z Małgorzatą Bochenek, publicystką "Naszego Dziennika". W
kancelarii przy Krakowskim Przedmieściu ma prowadzić prezydencki kalendarz.

W trakcie kampanii prezydenckiej była stale przy boku prezydenta stolicy -
umawiała spotkania i asystowała w ich trakcie.

Skończyła polonistykę. Pierwsze kroki w dziennikarstwie stawiała na początku
lat 90. w "Gazecie Krakowskiej". Pisała o polityce. Później przez krótki okres
przygotowywała analizy polityczne w MON. Była doradcą premiera Buzka ds.
bezpieczeństwa. Autorka scenariuszy do serii wywiadów z premierami w programie
publicystycznym Andrzeja Urbańskiego.

Jej współpraca z Lechem Kaczyńskim zaczęła się rok temu. - Pisałam analizy
medialne i w ten sposób trafiłam do ratusza - mówi.

Lena Cichocka, z wykształcenia teatrolog. Uczestniczyła w tworzeniu Muzeum
Powstania Warszawskiego. Pracuje tam jako ekspert. Jest radną Mokotowa. Bez
powodzenia startowała w tym roku do Sejmu z listy PiS z okręgu
podwarszawskiego.

• Mówi się, że Robert Draba, wiceprezydent Warszawy, odpowiedzialny za
nieruchomości i obsługę prawną stołecznego ratusza. Mówi się, że może zostać
komisarzem w Warszawie, ale po zakończeniu tej misji może przejść do kancelarii
prezydenta na kierownicze stanowisko w zespole prawników.

Skończył filozofię i prawo (specjalizacja prawo handlowe) na Uniwersytecie
Warszawskim. Nigdy nie należał do partii. Po studiach pracował w Izbie
Inwestorów Zagranicznych. Przez dwa lata szefował zespołowi prawników w
Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie. Potem odpowiadał za sprawy prawne w
Urzędzie ds. Kombatantów.

Początkowo Lech Kaczyński powołał go na szefa prawników ratusza. To grupa
młodych osób, które podniosły standard obsługi prawnej miasta.
  Zabytki a parodia społeczeństwa obywatelskiego
Zabytki a parodia społeczeństwa obywatelskiego
Mimo, że na Sadybie mieszkam od zawsze i kiedyś wykopywaliśmy granaty z fosy
przy ulicy Morszyńskiej to przez ostatnie lata nie zaglądałem często na ulicę
Okrężną niedaleko Fortu IX Czerniaków. Już dwadzieścia lat temu w mojej
pamięci utrwalił się obraz ślicznego, ale zaniedbanego i zdewastowanego
najładniejszego zakątka zabytkowej części Sadyby. Jedna z ostatnich ulic w
Warszawie wyłożonych kocimi łbami jest nieremontowana przez ostatnie
dwadzieścia lat. Remont uicy polegający na wyrównaniu i przełożeniu kocich
łbów zamiast zalewania asfaltem czy wszechobecną kostką "bauma" przerasta
możliwości urzędników na Mokotowie. Ulica wyglada tak, że w każdej chewili
można kręcić film z czasów okupacji II Wojny Światowej a i do plenerów z I
wojny światowej się nadaje. Zerwanych zawieszeń i połamanych podwozi
samochodów nie sposób policzyć. Ostatnio jestem zmuszony zaglądać w te rejony
codziennie i do szewskiej pasji doprowadza mnie nie sam stan ulicy i
ignorancja urzędników Mokotowa tylko sąsiedzka bezradność i brak skutecznej
inicjatywy społecznej przez ostatnie 10 lat. Szefowie sporych firm, których
jest na ulicy Okrężnej koło dwudziestu zamiast skrzyknąć się i zrobić zrzutkę
na skuteczne załatwienie remontu drogi potrafią tylko bezradnie rozłożyć ręce
i zapytać : a co my możemy ? Zamiast mieć reprezentacyjne siedziby przy
zabytkowej i najpiękniejszej ulicy na Sadybie (i być może na całym Mokotowie)
od lat wolą tonąć w błocie wiosną i jesienią a w kurzu i brudzie wiosną i
latem. Jeszcze naiwniacy płacą olbrzymie podatki zamiast ogłosić w prasie
bojkot dopóki władze miasta nie przestaną kpić z ok. 1000 ludzi tam
mieszkających (blok Sadyby Oficerskiej, nowy apartamentowiec „Sawa Park” i we
wszystkich okolicznych domach prywatnych.
Co do „Sawy Park” na pl. Rembowskiego to trzeba być niespełna rozumu żeby
kupić mieszkanie za ciężkie pieniądze w eleganckim osiedlu za to z dojazdem
od wisłostrady jak dla furmanek z `czasów Bolesława Bieruta. Zamiast żeby
deweloper współfinansował remont ulicy do czasu zasiedlenia osiedla,
mieszkańcy z wyższych sfer biznesowych topią swoje drogie autka w błocie i
szlamie. Nikomu nawet nie chce się sprawdzić co się stało z pisemną umową
developera z władzami Mokotowa dotyczacą sfinasowania remontu ulicy. Co
najmniej dwóch „radnych-bezradnych” ma mieszkania wykupione w tym osiedlu i
nawet oni nie potrafią od lat doprowadzić do rewaloryzacji tak pięknego
zakątka starej Sadyby.
Prywatni właściciele domów płacą co roku wyższe opłaty a nakłady na
infrastrukturę uliczną w tym miejscu równają się od wielu lat zero złotych.
Zamiast transparentów pod Urzędem Dzielnicy Mokotów pokornie znoszą życie
w „slumsach” żywcem przeniesionych z czasów okupacji. Karetki Pogotowia
Ratunkowego przyjeżdżające do pogotowaia na Morszyńską lawirują (z pacjentami
w środku) między gigantycznymi dziurami w nawierzchni i też nikomu
to nie przeszkadza.
A co już najbardziej zabawne spora część z tych 1000 mieszkańców pisze
pokorne listy i petycje do władz prosząc uniżenie, żeby ta się zlitowała i
zechciała doprowadzić do nich cywilizację jeszcze za ich żywota. Pisma
trafiają do opasłych segregatorów w tej sprawie a „gnój” jaki był tak jest
nadal. Do niektórych domów wartych milion złotych dojeżdża się „drogą
największej kompromitacji władz samorządowych Mokotowa”.
Ale skoro to mieszkańcom nie przeszkadza żeby się skrzyknąć i skutecznie
wywalczyć remont zabytkowej drogi z kocimi łbami to ja się mam martwić ?
  Prośba o wyliczenie
Witaj Miriam:-))

miriam_73 napisała:

> Bebiak, zwracam się do naszego "guru" - heeeelp, bo jednak przepisy 'opłatowe
> troche mnie przerosły :)))

Ależ mnie zestresowałaś, Bosz....

> Stan jest taki - mam juz akt notarialny na podstawie którego została
> ustanowiona własność odrębna lokalu, wniosek z opłata sądową o KW już tez
> załatwiony.

No, to oznacza, że jesteś właścicielem - gratuluję:-)))

>Została mi do załatwienia hipoteka.
> Zgodnie z umową bankowa mam ustanowic na rzecz banku hipoteke kaucyjną do
> wysokości 170% kredytu - kredyt jest na 41 000 EURO. W jaki sposób to trzeba
> zrobić? Czy znowu czeka mnie notariusz i ile wyniosą opłaty, koszty itp.?

170% kredytu to będzie wg mnie 69.700 euro, tak? Załóżmy, że tak.
Przyjmijmy, że 1 euro = 4,10,-zł co nam daje kwotę 285.770,-zł.
Przy takiej kwocie najwyższa sądowa, która może Cię spotkać to 794,50,-zł.
Taka byłaby przy kredycie na nabycie nieruchomości.

Jeśli sama (bądź z męzem) brałaś kredyt i sama (bądź z mężem) kupiłaś
nieruchomość, a z oświadczenia banku będzie wynikać, że kredyt zostal udzielony
na budownictwo mieszkaniowe to mozesz powykłócać się z sądem o zwolnienie z tej
opłaty z mocy szczególnego rozporządzenia Min. Spraw. w spr. opłat sądowych od
wpisów hipotek zabezpieczających spłaty kredytów. Rzoporządzenie jest, mówi o
tym o czym mówi ale ja i tak wiem, że czasami sąd pobiera te oplaty bo ponoć
budownictwo mieszkaniowe to tylko indywidualne a przy developerze to juz
nabycie stąd opłata. Nie chcę wnikać w to czy sąd ma rację czy nie - ale
możliwość wskazuję.

Od hipoteki jest jeszcze podatek od czynności cywilnoprawnych - przy kaucyjnej
jest stały i wynosi 19,-zł. Jeśli dotąd nie zapłaciłaś - to musisz się wybrać
do urzędu skarbowego.

Jeśli jesteś z Warszawy (w tym sensie - mieszkanko nabyłaś w Warszawie) to
musisz pojechać do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa , Al. Solidarności 58.
W tym sądzie sa prowadzone księgi dla całej Warszawy i kawałka okolic.
gdzieś tam są druki wniosków (takie komputerowe bo sąd już nam się
skomputeryzował). Musisz wypełnić taki wniosek (najlepiej wg mnie w 2
egzemplarzach), pod jeden podpiąć oświadczenie banku o warunkach udzielonego
kredytu (takie gdzie bank napisze: komu, na co i jaki kredyt został udzielony,
co jest zabezpieczeniem itp. - jak powiesz w banku, że dla ustanowienia
hipoteki to bedą wiedzieć jakie), i to zostawisz w sądzie, a na drugim wniosku
niech Ci sąd przystawi prezentatę o przyjęciu.
Ten swój egzemplarz wniosku z prezentatą sądu możesz zawieźć do banku, choć
bank i tak pewnie jest bardziej zainteresowany wpisem hipoteki do księgi a nie
samym złożeniem wniosku.

I nie zapomnij o tym urzędzie skarbowym.

Jeśli mieszkanko kupiłaś w innym mieście i w Twoim sądzie nie byłoby wniosków
komputerowych czy wzorów wniosku a miałabyć z takim wnioskiem problem - to się
upomnij: wyskrobię Ci jak to powinno się napisać.

Pozdrawiam Cię cieplutko. B.
  pytanie wazne
pytanie wazne/ ale niezadawane deweloperom
Może niektórzy wiedzą o co chodzi, ale ukrywają ważne fakty. Poniższy wycinek
pochodzi z oficjalnej strony Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy

"VI. BEZPIECZEŃSTWO LUDNOŚCI
Do czynników stanowiących potencjalne zagrożenie bezpieczeństwa mieszkańców
Warszawy i jej mienia zaliczane są: wystąpienie powodzi oraz powstanie poważnej
awarii.

1. Zagrożenia POWODZIOWE
Zagrożenie powodziowe wywołane wezbraniami wód dotyczy zwłaszcza Wisły.
Wezbrania są efektem intensywnych i długotrwałych opadów na terenach zlewni
Górnej i Środkowej Wisły, gwałtownego topnienia pokrywy śnieżnej oraz zatorów
lodowych.
Powodzią jest wezbranie, podczas którego woda po przekroczeniu linii brzegowej
lub poziomu korony wałów ochronnych zalewa dolinę, tereny depresyjne, powodując
zniszczenia mienia i straty finansowe.
Na obszarze Warszawy zagrożenie powodziowe stwarza przede wszystkim Wisła, w
mniejszej skali może wystąpić także ze strony cieków lokalnych takich jak:
rzeka Długa , Wilanówka, Potok Służewiecki.
Obszary potencjalnego zagrożenia – obejmujące tereny narażone na zalanie w
sytuacji przelania się wód przez koronę wału przeciwpowodziowego lub
uszkodzenia bądź zniszczenia wału.
Według danych RZGW zagrożenie powodziowe w rejonie Warszawy spowodowane jest
zwężeniem międzywala wałami powodziowymi, niepełną regulacją koryta Wisły na
wodę średnią oraz złym stanem technicznym wałów przeciwpowodziowych.
Do zwiększenia niebezpieczeństwa wystąpienia powodzi przyczyniają się także:
nadmierny porost drzew i krzewów w trasie wody brzegowej, niekontrolowane
zasypywanie koryta ziemią i gruzem z wykopów budowlanych.
W procedurze planistycznej uwzględnia się poziom wód o prawdopodobieństwie
wystąpienia raz na 100 lat.
Na tych terenach należy stosować odpowiednie ustalenia planistyczne
gwarantujące bezpieczeństwo istniejących i planowanych obiektów o szczególnym
znaczeniu społecznym, gospodarczym i kulturowym.
W strefie potencjalnego zagrożenia wodą stuletnią znajduje się niemal 30 %
obszaru Warszawy. Są to: znaczna część Wilanowa, zachodni rejon Wawra, Pragi
Północ, Białołęki oraz wschodni rejon Bielan i Żoliborza, Śródmieścia oraz Łuk
Siekierkowski i część Dolnego Mokotowa.
Potok Służewiecki zbiera ścieki deszczowe i bytowe z terenu lotniska na Okęciu,
Służewca, północnego Ursynowa, północnego Wilanowa. Potok ma ujście w Jeziorku
Wilanowskim. W czasie dużych opadów i roztopów poziom wody w rzece gwałtownie
się podnosi, a rzeka zachowuje się jak górski potok.
Zabezpieczenie wałami ochronnymi jest niewystarczające, rzeka zagraża zalaniem
ok. 1/3 powierzchni dzielnicy. Po gwałtownych opadach i roztopach potok
występuje z brzegów zalewając niższe tereny sąsiadujące z ciekiem – rejon ul.
Dolinka Służewiecka, al. Wilanowskiej, ul. Arbuzowej.
Ciągłe zagrożenie wystąpienia powodzi wywołane jest dużą
ilością ścieków deszczowych odprowadzanych do potoku kanalizacją miejską
oraz zrzucanych bez wymaganego pozwolenia." - koniec cytatu.
  Wielkie jeziora Mokotowa
Wielkie jeziora Mokotowa
A Pani Prezydent fotografuje się w Ratuszu dla "Twojego Stylu".

Przez niekompetencję i gapiostwo Pani Hani nie działa nic, nawet sądy:

www.rzeczpospolita.pl/dodatki/warszawa_070131/warszawa_a_2.html
W ratuszu nowe biura, w dzielnicach zastój

Radni narzekają, że nie ma sesji, bo ratusz nie podejmuje decyzji. Urzędnicy
zapewniają, że pracują pełną parą. A sądy zawieszają rozprawy z udziałem
prawników miasta

- Wyznacznikiem pracy urzędników miejskich są projekty uchwał kierowane przez
ratusz na sesje. A tych nie ma! Nie mamy co robić - stwierdza radny miasta
Maciej Maciejowski (PiS).

Ponieważ ratusz nie dostarczył materiałów, nie odbyła się planowana w ubiegłym
tygodniu robocza sesja Rady Warszawy. Następna ma być w połowie lutego. W
poprzedniej kadencji radni omawiali po kilkadziesiąt uchwał. - Na początku tej
kadencji ustaliliśmy, że będziemy spotykać się co dwa tygodnie, by nie
siedzieć po nocach. Okazuje się, że i raz na miesiąc jest za dużo - ironizuje
Maciejowski. -A na decyzję czeka m.in. budżet oraz regulamin Szybkiej Kolei
Miejskiej - podaje przykłady.

- Urzędnicy pracują normalnie, uchwały są przygotowywane - zapewnia rzecznik
ratusza Tomasz Andryszczyk. Wymienia: ratusz prowadzi kontrole, pracuje nad
budżetem, ogłasza przetargi.

Nowy regulamin urzędu

Komplikuje się sytuacja kadrowa. Strategiczne biura w ratuszu czekają na
dyrektorów. Pani prezydent zapowiadała, że będzie ogłaszać konkursy i
zatrudniać najlepszych specjalistów. Na razie o nich cicho. Stan niepewności
co do prezydentury Hanny Gronkiewicz-Waltz nie pomaga w ściąganiu fachowców.
Wciąż więc kilkunastoma biurami kierują p.o. dyrektorzy.

-Konkursy będą -zapewnia ratusz. - Najpierw zmiany formalne.

Od wczoraj w urzędzie miasta obowiązuje nowy regulamin organizacyjny.
Najistotniejsze zmiany dotyczą finansów. Prezydent podzieliła biuro budżetu na
cztery. Skarbnik miasta koordynuje teraz oprócz księgowości i planowania
finansów miasta także prace dwóch nowych zespołów. Jeden zajmie się analizą
zadłużenia miasta, a drugi pilnowaniem płacenia podatków i egzekucją długów.

-W lutym powstanie biuro inwestycji i podzielimy biuro naczelnego architekta -
zapowiada wiceszef biura prezydenta Jarosław Jóźwiak.

Warszawskie sądy zaczęły tymczasem zawieszać rozprawy z udziałem miejskich
prawników. Uznają, że Hanna Gronkiewicz-Waltz może nie mieć już uprawnień do
wydawania pełnomocnictw prawnikom reprezentujących ratusz na procesach. -To
nadinterpretacja. Mam prawo podejmować wszystkie decyzje -ocenia pani prezydent.

W dzielnicach niepewność

Zamieszanie związane z mandatem pani prezydent wpłynęło też na morale
burmistrzów. -Jest stres -przyznaje burmistrz Bielan Zbigniew Dubiel (PO).
-Wolałbym, by w ratuszu panował święty spokój, a nie martwić się o to, jakie
będzie jutro. Staramy się robić wszystko tak, jakby sytuacja była normalna.

-Wciąż nie doczekaliśmy się zapowiadanej decentralizacji władzy. A przy
komisarzu możemy o niej zapomnieć - dodaje burmistrz Mokotowa Robert Soszyński
(PO).

Jóźwiak zapewnia, że projekt statutu miasta dzielący uprawnienia będzie gotowy
w marcu.

Burmistrzowie zastanawiają się też co z inwestycjami. - Czekamy m.in. na
decyzje w sprawie budowy centrum sportowego na Okęciu i reaktywowania kina -
wymienia burmistrz Włoch Michał Wąsowicz (PiS). Mokotów nie może doprosić się
deklaracji o budowie ratusza w dzielnicy.

Stan niepewności potęgują też działania wojewody. Wezwał już cztery rady
dzielnic -Pragi-Północ, Bielan, Ochoty i Wawra - do wygaszenia mandatów ich
przewodniczącym, którzy spóźnili się ze złożeniem oświadczeń majątkowych.
  Dziś urodziny komuny w Polsce
Dziś urodziny komuny w Polsce

Dziś 22 lipca, kiedyś święto Polski Ludowej. Czekolada i buty były na kartki,
alkohol piliśmy od 13., brakowało nawet papieru toaletowego, a wciąż mimo to
są rodacy, którzy powtarzają: "Komuno, wróć".

Tym, którzy z rozrzewnieniem wspominają siermiężny okres Polski Ludowej,
przypominamy w pamiętnym dniu 22 lipca, jak naprawdę wyglądał ów najweselszy
barak w socjalistycznym obozie - na podstawie zapisków niezależnej prasy z
lat 80. A wcześniej bywało jeszcze gorzej.

• Służby specjalne były bardzo skrupulatne - funkcjonariusze gorzowskiej SB
zatrzymali w styczniu 1987 r. niejaką Stefanię Hejmanowską i w czasie rewizji
zakwestionowali przepis na babkę czekoladową - donosił podziemny "Feniks".

• W 1982 roku kilkadziesiąt par majtek i staników rozlosowano w
gdańskim "Dalmorze" jako nagrodę za niestrajkowanie po
delegalizacji "Solidarności"... Strajk i tak się jednak odbył.

• Ponieważ nikt ze wsi Pępowo (gmina Żukowo) nie sprawdził w maju 1984 roku
listy wyborczej, dzieci z miejscowej szkoły zawieziono autobusem do lokalu
wyborczego, by zrobiły to za rodziców - informowała "Solidarność Gdańsk".

• W czerwcu 1984 r. instruktorom prowadzącym letnie obozy hufca ZHP Warszawa-
Mokotów podczas narady w Komendzie Hufca zakazano "pod groźba najsurowszych
konsekwencji" wypuszczania harcerzy do kościoła.

• W sierpniu 1987 roku członkowie Federacji Młodzieży Walczącej pokryli
antykomunistycznymi hasłami mur otaczający koszary wojsk sowieckich. Aby
zatrzeć wszelki ślad po napisach, mur został na nowo otynkowany.

• We wrześniu 1984 r. na Dzień Budowlańca do Wydziału Handlu i Usług Urzędu
Miejskiego w Tarnowsklich Górach wpłynęło pismo związku zawodowego
pracowników "Metalplastu" z prośbą o przydział 21 kg kawy dla cżłonków
związku. Kopię pisma skierowano do prezydenta miasta. Ostatecznie każdy
członek reżimowego związku otrzymał po trzy paczki kawy, ale I sekretarz
komitetu zakładowego PZPR w tym przedsiębiorstwie kawy nie dostał, więc
niezadowolony podał się do dymisji.

• W listopadzie 1983 roku, jak donosił "Tygodnik Mazowsze", 300
członków "Solidarności" z fabryki Aparatury Rentgenowskiej "Farum" wystąpiło
o przekazanie składek związkowych - 220 tys. zł - na rzecz Zakładu dla
Ociemniałych w Laskach. Dyrektor odpowiedział, że zgodnie z przepisami
pieniądze zostaną przekazane nowym związkom, których zresztą w zakładzie
wówczas nie było.

• To samo podziemne wydawnictwo informowało, że w listopadzie 1985 roku
towarzysz Sylwester Bajor, redaktor naczelny "Wiadomości Wędkarskich" i
lektor KC, na ul. Górnośląskiej w Warszawie wymusił pierwszeństwo w kolejce
do taksówki, raniąc z pistoletu dwie osoby. Był tak pijany, że nie mógł
wyartykułować swej przynależności do nomenklatury, toteż został zatrzymany.
Jednak po interwencji KC Bajora zwolniono z aresztu.

• W listopadzie 1987 roku, dwa dni przed słynnym referendum, we Wrocławiu na
ul. Świdnickiej poprzebierani w łachmany albo za zetempowców i zaopatrzeni w
urny członkowie "Ruchu Narodowej Kultury" bawili się przy wtórze haseł: "
Wrocław miastem 200-proc. frekwencji", krzyczeli" "2 x tak", "3 X tak", 4 x
tak", rozdawali kartki na prąd i ciemne okulary. Zatrzymano ponad 100 osób.

• "Promieniści" donosili w 1984 roku, iż żądanie zwrotu kartki
zaopatrzeniowej już po 48 godzinach o śmierci każdego obywatela wysyła
najbliższej rodzinie Dział Reglamentacji Wydziału Handlu w Krakowie,.

• W Legnickiem natomiast w tym samym roku ciepłe kalesony można było kupić
tylko dysponując receptą lekarską.

• W zakładzie "Ursusa", gdzie produkowano silniki na licencji w 1984 roku,
akurat w dniu wizyty towarzysz z ZSRR brakowało części, więc załoga nie
pracowała. Szybko rozmontowano zatem gotowe silniki i produkcja ruszyła.

• Gdy w 1987 roku mieszkańcy spółdzielczego osiedla w Tarnowie zmniejszyli
zużycie wody, zlikwidowali przecieki w rurach i przeforsowali oszczędności,
przedsiębiorstwo komunalne nie wykonało planu i podniosło cenę wody.

• "Z dnia na dzień" donosiło w 1982 roku, że nagroda dla żołnierza za patrol
nocny podczas Świąt Wielkanocnych wynosiła: 4 cukierki czekoladowe, 15 dkg
cukierków zwykłych i 2 jabłka.

• Dr Adynowski, lekarz wojewódzki w Warszawie, zażądał, by każdego dnia
lekarz dyżurny informował go o "stanie moralno-politycznym" załogi. Tych
wszystkich "atrakcji" faktycznie nie da się już przywrócić, bo który lekarz
interesuje się dziś stanem moralno-politycznym kolegów po fachu?
  Masa Sierpień 09
> Rozczaruję Cię. Przejazd "testowy" był o tej samej porze co masa. Problemem
> zapewne było, że był to przejazd w kilkanaście osób, a nie w 1582.

Kurczę, to byłaby fajna imprezka. Może informowalibyście o tym, bo ja z chęcią
dołączyłbym się do tej kilkunastoosobowej grupy - i dla przyjemności, bo masy
stają się męczące, i dla być może dla jakichś uwag z mojej (i nie tylko) strony.

Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy - narzekania są znane, ale nic nie dają. Jest
źle. Trzeba więc wypracować jakąś nową koncepcję masy - może tylko niektórymi
dużymi ulicami, może tylko z jazdą pod prąd, może... nie wiem, pewnie jeszcze
coś. Ja od dwóch lat schodzę z masy z bolącymi nadgarstkami i kostkami. Podoba
mi się wciąż na masie ale pamiętam, że kiedyś były to masy o wiele lepsze i do
domu wracałem w stanie euforii. Teraz z masy wracam niemal kontuzjowany – bolące
stawy, ogólne zmęczenie, kiepski nastrój – wszystko przez to ciągłe balansowanie
rowerem na granicy równowagi przy prędkości poniżej rozsądnej dla roweru.

Zauważyłem, że - paradoks - masy zaczęły się psuć mniej więcej od czasu, gdy
wśród organizatorów zaczęła działać łączność radiowa. Pierwszą taką masą była
chyba przez Ochotę i Mokotów i była to pierwsza masa, na której ludzie stali -
najpierw chyba z pół godziny na Wołoskiej, a potem szedłem obok roweru przez
całą Woronicza. Była to w ogóle najgorsza z wszystkich mas, po której
zastanawiałem się, czy nie przestać jeździć. Ale przyzwyczajenie zostało, choć
coraz częściej masy w sezonie letnim kończę gdzieś w połowie imprezy.

Przestała rosnąć liczba uczestników – a ja cały czas zaczepiam rowerzystów na
ulotkę i rozmowę i widzę, że wciąż wielu ludzi w Warszawie nie wie o masie – to
oznacza, że mamy jeszcze spory potencjał do zdobycia. Podejrzewam, że sporo
ludzi jest na masie nowych, jedzie 2-3 razy i rezygnuje, bo ile można się wlec
czy stać w korkach.

> > Obawiam się w dodatku, że brak zabezpieczenia nie jest głównym powodem,
> > że masy wloką się z taką prędkością.
>
> Co zatem według Ciebie jest przyczyną? Poza trasą, bo ta to wiem, że była dość
> kiepska. No ale złożono ją do urzędu jeszcze przed zeszłomiesięczną dyskusja na
> temat wąskich ulic i dużego peletonu.

Zła trasa, zła trasa, zła trasa.

Do tego zła organizacja. Ja zupełnie nie rozumiem, dlaczego czoło masy czeka, aż
dobije do niej koniec. Przecież na zdrowy rozum czoło masy powinno ruszać, gdy
już połowa uczestników dojechała i stoi. Reszta dołączy przecież zanim ludzie z
połowy peletonu ruszą.

No i wadą jest policja, która jakby wciąż nie może nauczyć się, jak prowadzić. A
może mają jakieś wytyczne z góry, żeby nas zniechęcać?

> > Mam taką propozycję: Może następną masę (niestety teraz pewnie dopiero
> > październikową) omówimy na forum?
>
> Teraz to można omawiać już listopadową. Na październikową już za późno. Ale
> jasne, ja nie widzę problemu.

A to ciekawe. Nie wiedziałem, że masy są planowane na dwa miesiące z góry.
Omówmy w takim razie na forum masę listopadową – co prawda problemów
komunikacyjnych nie będzie, ale zawsze warto omówić chociażby takie drobiazgi
jak korekta ulic w celach widokowych (np. zamiast nudnej Madalińskiego zaliczyć
sąsiednią klimatyczną Dąbrowskiego), albo żeby zjechać z kostki – a było tak
kiedyś, gdy trasa była np. zaplanowana po ulicy Jagiellońskiej koło kina Praha,
gdzie sporo ludzi waliło równymi płytami chodnikowymi, bo na kostce trzęsło).

Beno
  Pospieszalski zaczął szczucie na Żydów...
Pomogę ci, Ossey
Galeria oprawców: (do sprawdzenia w ogólnie dostepnych źródłach w necie)

Przesłuchujący:
Krasiński, Fabiszewski, Stypczyński - czyści aryjczycy z Departamentu III MBP (walka z podziemiem)

nakaz aresztowania:
Helena Wolińska. Przychylili się do niego przedstawiciele Sądu Rejonowego w Warszawie: płk Aleksander Zarecki, mjr Mieczysław Widaj,(żołnierz II RP, przedwojenny sędzia, powojenny stalinowski morderca sądowy). Zmarł 2 lata wstecz.

Zarecki, Wizelber - brak danych o rasie

Osadzający w więzieniu:
Józef Różański(Józef Goldberg)

Śledczy:
naczelnik Wydziału Śledczego MBP ppłk. Ludwik Serkowski, ppor. Kazimierz Górski.
Górski ma dziś 73 lata, mieszka na warszawskim Mokotowie, czysty aryjczyk, Serkowski – czysty aryjczyk.

Zatwierdzajacy oskarżenie:
wicedyrektor departamentu śledczego MBP Wiktor Leszkowicz, a kontrasygnował (22 X 1951) wiceprokurator Generalnej Prokuratury PRL Benjamin Wajsblech.

Leszkowicz – czysty aryjczyk, Wajsblech – pochodzenie żydowskie

Urzędnicy:
23 października 1951 roku Władysław Dymant, wicedyrektor Departamentu Specjalnego Prokuratury Generalnej, przesłał tajne pismo na ręce prezesa Sądu Wojewódzkiego m. st. Warszawy Ilii Rubinowa, wnosząc o prowadzenie rozprawy przy drzwiach zamkniętych.

Władysław Dymant – czysty aryjczyk
Ilia Rubinow - zapewne rosyjski Polak, brak danych.

Sadzący:
16 kwietnia 1952 roku, po kilkugodzinnym procesie sąd w składzie:
przewodniczący Maria Gurowska, ławnicy Michał Szymański i Bolesław Malinowski, protokolant H. Grądzka postanowił: „Fieldorfa Augusta Emila uznać winnym czynów zarzucanych mu aktem oskarżenia i za to na zasadzie art. 1 pkt. 1 dekretu PKWN z 31 sierpnia 1944 r. o wymiarze
kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy skazać go na karę śmierci”.

Maria Gurowska, czysta aryjka, przedwojenna komunistka, członek PPR
i AL, do końca życia (zmarła pod zmienionym nazwiskiem Górowska

Michał Szymański, Bolesław Malinowski, H.Grądzka - brak danych.

W sekcji tajnej pracującej nad skazaniem „Nila” pracowali również sędziowie: Emil Merz, Igor Andrejew i Gustaw Auscaler.
20 października 1952 roku w imieniu Sądu Najwyższego podtrzymali wyrok śmierci wobec Fieldorfa.

Igor Andrejew współtworzył uchwalony w 1969 roku kodeks karny.W 1988 roku Uniwersytet Warszawski opublikował XVI tom „Studia Iuridica”, dla „uczczenia pracy naukowej Igora Andrejewa”.
Profesorowie nie wiedzieli wówczas o jego roli w skazaniu generała Fieldorfa. Kiedy w 1989 roku sprawa wyszła na jaw, Andrejewa wykluczono ze składu Rady Naukowej Instytutu Prawa Karnego, a kilka miesięcy później z Międzynarodowego Stowarzyszenia Prawa Karnego.
Zmarł cztery lata temu.

Emil Merz - brak danych o narodowości
Gustaw Auscaler w 1968 roku wyjechał do Izraela.
W Izraelu mieszka jeszcze Jerzy Mering, obrońca „Nila” z urzędu.

Oskarżyciel:
wiceprokurator Generalnej Prokuratury PRL Paulina Kern. Podobnie jak Helena Wolińska wyjechała potem do Wielkiej Brytanii, gdzie zmarła w 1980 roku.

Egzektorzy:
Wykonanie wyroku wyznaczono na 24 lutego 1953 roku. Alicja Graff, wicedyrektor Departamentu III Generalnej Prokuratury pisała do naczelnika więzienia: „Proszę o wydanie niezbędnych zarządzeń do
wykonania egzekucji”.
Jej mąż, Kazimierz Graff oskarżał m.in. legendarnego dowódcę Konspiracyjnego Wojska Polskiego Stanisława Sojczyńskiego „Warszyca”, rozstrzelanego 17 lutego 1947 roku. Państwo Graff mieszkają do dziś w Warszawie. (stan na 2006 rok)

Graff- brak danych o narodowości

Żyje również prokurator Witold Gatner, który nadzorował egzekucję Fieldorfa. Brak danych o narodowości

Razem z naczelnikiem więzienia Alojzym Grabickim i lekarzem Maksymilianem Kasztelańskim podpisali ostatnie zarządzenie w sprawie „Nila”, swego rodzaju nekrolog generała: „O g. 15 doprowadzono skazanego Augusta Emila Fieldorfa na miejsce stracenia"...

Alojzy Grabicki – czysty aryjczyk
Maksymilian Kasztelański – j.w.
  Odwołany burmistrz w okienku dla interesantów
A ja nie rozumiem ruchów kadrowych p.dąbrowskiego?
Wiesz dlaczego potrzebna jest umowa z "zaprzyjaźnioną" kancelarią prawniczą?
Dlatego, że p.dąbrowski wykończył Naczelnika Wydziału Prawnego - jednego z
najlepszych Radców Prawnych w Warszawie, który obecnie przebywa na zwolnieniu
lekarskim ze względu na naprawdę nieciekawy stan zdrowia, Asystentkę - Głównego
Specjalistę w Wydziale Prawnym, która od lat zajmowała się praktycznie
jednoosobowo całym obiegiem dokumentów w Wydziale Prawnym (pomiędzy Urzędem,
Sądem, osobami zainteresowanymi poszczególnymi sprawami, archiwizacją i
katalogowaniem spraw, kontaktami z petentami) i poprzez lata doświadczenia oraz
posiadany tytuł Magistra Prawa robiła to naprawdę perfekcyjnie i doskonale pan
burmistrz przeniósł na parter do INFORMACJI !!! gdzie udziela informacji na
którym piętrze jest piętro drugie, lub gdzie jest Wydział Prawny, albo gdzie są
schody !!! a na jej miejsce posadził panią ze skończonym technikum
fryzjerskim!!!, której praca polega praktycznie na siedzeniu, bo o prawie to ma
pojęcie takie jak świnia o lotach kosmicznych (nie obrażając świni ani fryzjerów
:)), a po drodze pan burmistrz był uprzejmy doprowadzić jeszcze do zwolnienia
dwóch naprawdę świetnych Radców Prawnych, którzy reprezentowali Dzielnicę Bemowo
w sądzie i to przeważnie z racji wykształcenia i praktyki z doskonałym skutkiem !!!
Czy działania te nie wyglądają na działania z premedytacją, aby umożliwić
"zaprzyjaźnionej" kancelarii prawnej z Mokotowa przejęcie obsługi prawnej na
Bemowie? Czy nie za dużo tego Mokotowa odkąd rządy objął pan dąbrowski? Obydwaj
zastępcy burmistrza z Mokotowa, kancelaria z Mokotowa (chyba żadna inna
dzielnica nie musi korzystać z usług kancelarii - struktura Urzędu Dzielnicy
jest taka w m.st.Warszawa, że tymi sprawami zajmuje się Wydział Prawny) - czy to
jest gospodarność i nie płacenie za nic nie robienie o którym pan burmistrz tak
ładnie mówi? Czy miejsce Magistra Prawa jest w Informacji (o tym gdzie są
schody), a technika fryzjerstwa w Sekretariacie Wydziału Prawa??? Ciekawe jakie
przesłanki kierują panem burmistrzem przy takich roszadach kadrowych? Aha i
jeszcze pytanie - gdzie jest jedyny pana burmistrza niepełnosprawny pracownik na
wózku, jedyny człowiek będący specjalistą, również z racji wykształcenia jak
również wieloletniej praktyki i współpracy z kilkudziesięcioma stowarzyszeniami
(bardzo zresztą w środowisku sportowym Bemowa lubiany) zajmujący się niełatwą
działką dotacji ze sportu, który przez ostatnie lata mimo swojej ułomności
praktycznie samodzielnie (na pomoc pana naczelnika kuszkowskiego nie bardzo mógł
liczyć - bo pan naczelnik był zajęty pan naczelnik wie czym :)) zorganizował
wiele zajebistych imprez sportowych??? Czyżby kolejna roszada stanowiskami -
ciekawe gdzie ten młody człowiek muszący zmagać się nie tylko z naczelnikiem
kuszkowskim ale również swoją niepełnosprawnością trafił, bo w Wydziale Sportu
ostatnio go nie widziałem???
Bardzo ciekawi mnie motywacja pana burmistrz przy tych ruchach kadrowych...?
  Uwaga na matactwa RSM Praga !!!
ą RSM „PRAGA” informuje, że Spółdzielnia nie może przystępować do zawierania
aktów notarialnych przenoszenia własności lokali usytuowanych w nieruchomości
obejmującej budynki przy ul. H. Junkiewicz 2, 2a, 2b i Radzymińskiej 97, gdyż w
nieruchomości tej trwają procedury związane z podziałem polegającym na
oddzieleniu części zabudowanej od niezabudowanej.

Grunt pod w/w budynkami jest własnością m. st. Warszawy. W dniu
27.09.2000 r. aktem notarialnym Rep. A Nr 12993/2000 zostało ustanowione na
rzecz Spółdzielni prawo użytkowania wieczystego w/w nieruchomości .W dniu
21.09.2007 r. Zarząd podjął Uchwałę nr 73 określającą przedmiot odrębnej
własności lokali w tej nieruchomości, uwzględniając projektowany podział.

Zarząd RSM „Praga” zlecił firmie geodezyjnej wykonanie mapy z
projektem podziału przedmiotowej nieruchomości. Podział polega na oddzieleniu
części niezabudowanej od zabudowanej zgodnie z art. 41 ustawy o spółdzielniach
mieszkaniowych. Po otrzymaniu mapy, wystąpiliśmy w dniu 23.04.2008r. do
Delegatury Biura Gospodarki Nieruchomościami w Dzielnicy Targówek z wnioskiem o
wydanie decyzji zatwierdzającej podział nieruchomości. W dniu 12.06.2008r.
Delegatura zwróciła się do nas z pismem o uzupełnienie naszego wniosku m.in. o
analizę urbanistyczną terenu objętego wnioskiem o podział, pozwalającą na
ustalenie, że projektowana do wydzielenia z nieruchomości działka gruntu stanowi
teren niezbędny do prawidłowego korzystania z posadowionych na niej budynków
mieszkalnych. Spółdzielnia dnia 20.08.2008r. przekazała do Urzędu Dzielnicy
Targówek dokumentację uzupełniającą nasz wniosek o podział.

W dniu 12.11.2008r. Prezydent m. st. Warszawy wydał decyzję nr
90/2008 odmawiającą zatwierdzenia podziału nieruchomości położonej w Warszawie przy

ul. H. Junkiewicz 2, 2A, 2B i ul. Radzymińskiej 97. Od decyzji tej Spółdzielnia
odwołała się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego za pośrednictwem Delegatury
Biura Gospodarki Nieruchomościami w Dzielnicy Targówek - pismo złożono w
Urzędzie Dzielnicy dnia 8.12.2008r.

Uzyskanie decyzji zatwierdzającej opisany podział, pozwoli Zarządowi RSM „Praga”
wystąpić do Sądu Rejonowego dla Warszawy Mokotowa IX Wydział Ksiąg Wieczystych o
odłączenie z księgi wieczystej KW WA3M/00403009/6 nowowydzielonej,
niezabudowanej działki i założenie dla niej odrębnej księgi wieczystej. W
obecnej księdze wieczystej KW WA3M/00403009/6 pozostanie tylko nieruchomość
zabudowana.

Do realizacji wniosków o ustanowienie prawa odrębnej własności lokali, niezbędne
jest zakończenie procedury podziałowej, ujawnienie podziału w ewidencji gruntów
i uzyskanie wówczas właściwych dokumentów do sporządzania aktów notarialnych.

Pełnomocnik Zarządu
  Pytanie odnosnie zeznan podatkowych cimoszki
"Sprawdzająca deklaracje posłów Komisja Etyki Poselskiej wielokrotnie zwracała
się do polityków o dodatkowe wyjaśnienia. Jednak wątpliwości dotyczące
formularza marszałka nie ujrzały światła dziennego. Opinii publicznej nie są
także przekazywane zastrzeżenia, które do deklaracji majątkowych polityków miały
urzędy skarbowe."

"Zgodnie z ustawą o wykonywaniu mandatu posła i senatora, oświadczenia o stanie
majątkowym parlamentarzyści składają w dwóch egzemplarzach marszałkowi Sejmu:
przed dniem złożenia ślubowania, potem corocznie do 30 kwietnia i na koniec
kadencji. Analizy danych zawartych w formularzach dokonują właściwe komisje - w
tym wypadku Komisja Etyki Poselskiej i właściwe urzędy skarbowe, którym
przekazywany jest jeden egzemplarz oświadczenia. Są one, podobnie jak komisja,
uprawnione do porównania treści analizowanego oświadczenia z zawartością
uprzednio złożonych formularzy oraz z dołączoną kopią rocznego zeznania
podatkowego (PIT). Wyniki analizy trafiają do prezydium Sejmu. "

"Inaczej patrzy na to członek prezydium Sejmu marszałek Józef Zych. - Przez
półtora roku pełnienia tej funkcji prezydium nie zajmowało się oświadczeniami.
Ja nie widzę tu naszej roli w wyręczaniu Komisji Etyki. Jeśli ma ona wątpliwości
co do prawdziwości złożonego oświadczenia, powinna sama zawiadomić prokuraturę
ewentualnie poinformować prezydium. Tak samo, jeśli komisja potwierdzi
zastrzeżenia urzędów skarbowych, które też do niej odsyłamy - wyjaśnia marszałek."

"Co grozi posłom

• Niezłożenie oświadczenia o stanie majątkowym powoduje odpowiedzialność
regulaminową oraz utratę, do czasu złożenia oświadczenia, prawa do uposażenia.

• Podanie nieprawdy lub zatajenie prawdy w oświadczeniu o stanie majątkowym
powoduje odpowiedzialność na podstawie art. 233 par. 1 kodeksu karnego - tj.
zagrożenie karą pozbawienia wolności do 3 lat."

Magdalena Wojtuch
tiny.pl/qwd2

"Fiskus prześwietli Cimoszewicza

Urząd Skarbowy Warszawa Mokotów sprawdzi zeznania podatkowe Włodzimierza
Cimoszewicza z kilku ostatnich lat. Fiskus przeprowadzi postępowanie w celu
wyjaśnienia czy pieniądze, które otrzymał marszałek od córki i zięcia na zakup
akcji należało traktować jako pożyczkę i w związku z tym konieczne było
zapłacenie podatku. "

"W swoim oświadczeniu majątkowym marszałek napisał, że papiery te nabył z
kredytu bankowego i za pieniądze, które otrzymał od córki i zięcia. Cimoszewicz
przyznał, że na jego konto wpłacili oni 100 tys. dol.
Specjaliści uważają, że pieniądze te należy traktować jako pożyczkę, od której
trzeba zapłacić podatek. Jak wynika z obliczeń kwota ta wraz z odsetkami wynosi
obecnie ponad 18 tys. zł."

"Tymczasem Włodziemierz Cimoszewicz stanowczo sprzeciwia się określaniu tych 100
tys. dol. mianem pożyczki. Innego zdania jest natomiast dr Robert Gwiazdowski,
ekspert z Centrum im. Adama Smitha, który z całym przekonaniem mówi, że była to
pożyczka. Jak podkreśla Gwiazdowski kupowanie akcji na czyjś rachunek jest
zgodne z prawem, ale trzeba z tego tytułu zapłacić podatek, który w 2000 r.
nazywał się opłatą skarbową, a obecnie podatkiem od czynności cywilnoprawnych.
Państwo ściągą taki haracz od wszystkich śmiertelników i Cimoszewicz jako doktor
nauk prawnych powinien o tym wiedzieć - dodaje."
www.bankier.pl/wiadomosci/article.html/Fiskus-przeswietli-Cimoszewicza.html?article_id=1328525
  Jak Kaczyński "usprawnił miasto"
na odpis aktu zgonu 7 dni czekać bo Kaczyński ,
ponoć takie wydał instrukcje "skoro ludzie na decyzje w innych sprawach
urzędniczych czekają po miesiącu to na odpis aktu zgonu mogą poczekać tydzień".
Przynajmniej tak zacytowała stanowisko pana prezydenta Warszawy pani z-ca
naczelnika urzędu stanu cywilnego przy Rakowieckiej na warszawskim Mokotowie.
Okoliczności w jakich doszło do rozmowy z tą panią też są interesujące: rok
temu zmarła moja teściowa. Ja załatwiałem wtedy formalnosci związane z
wydaniem aktu zgonu w tym właśnie urzędzie. Zapamiętałem straszne kolejki i
bałagan organizacyjny oraz tłumaczenie urzędniczek: Kaczyński nastał i miesza
zamieniając pracowników z archiwum i innych działów w imię walki z korupcją
oraz inne uzasadnienia,że brak komputerów i programów oraz kompetentnych osób
do ich uruchomienia itp. Wydawało mi się,że część z problemów można było
rozwiązać prostymi posunięciami organizacyjnymi,przy odrobinie dobrej woli osób
zatrudnionych w urzędzie. Ponieważ pierwszy raz byłem w tym urzedzie i wydawało
mi się ,że ostatni pomyślałem,że może to nie moja sprawa i jest to typowe dla
tej kultury, albo jestem przewrażliwiony sytuacją ,która sprowadziła mnie w te
progi ,przez co źle na mnie działa skansen ludzi i maszyn. Jednak okoliczności
życiowe skierowały mnie dziś po raz drugi do tego samego urzędu. Mija akurat
rok od pierwszej wizyty. Być może podświadomie odwlekałem decyzje ponownych
odwiedzin w tym samym urzędzie na Rakowieckiej,pomimo ,że potrzebowałem
kolejnego odpisu z aktu zgonu wystawionego przed rokiem. Kolejka była już
krótsza niż rok wcześniej. Pomyślałem mają już komputery albo nauczyli się z
nich korzystać nie będzie źle. W pokoju nr1 (był tylko jeden do spraw zgonów
chociaż najwięcej było do niego interesantów)dowiedziałem się ,że pani
przyjmnie ode mnie wniosek ale po odpis musi stawić się małżonka bo ja jako
zięć z samego tylko tytułu "pokrewieństwa" nie mam do tego prawa.
Wyjaśniłem ,że odpis aktu zgonu potrzebny jest akurat mi a nie małżonce
albowiem mam grupowe ubezpieczenie na życie i z tytułu mojej polisy należy mi
się jakieś symboliczne odszkodowanie ze względu na śmierć teściowej, poza tym
mnie łatwiej dojechać do urzędu niż żonie itp. Wstyd mi było przed panią
zajmująca się ubezpieczeniami ,że prawie rok odwlekam z wystąpieniem z
wnioskiem o odszkodowanie "bo brak mi jednego odpisu aktu zgonu" wieć
postanowiłem to szybko załatwi. Miałem co prawda jeden odpis aktu ale
był "zarezerwowany" na sprawę spadkową do sądu. Ten własnie odpis wziąłem ze
sobą do urzędu tak na wszelki wypadek i oczywiście okazałem urzędniczce. W
sumie zwróciłem się o 3 odpisy,żeby nie fatygowac urzędników i siebie w
przyszłości. Za namową urzędniczki ograniczyłem swoje potrzeby do 2 odpisów(nie
próbowałem dociec dlaczego jej zależy żeby były 2 a nie 3) ale to i tak nie
spowodowało zmiany jej stanowiska w kwestii,ze nie mogę ja dostać odpisu jako
zięć bez dodatkowych papierów np.: kopii polisy na życie (grupowej pewnie ze
100 nazwiskami) lub odpisu z mojego aktu małżeństwa. Ponieważ na formularzu
wniosku była instrukcja komu wolno otrzymać odpis aktu zgonu (nie wiedzieć
czemu zięć i synowa nie byli tam wymienieni!) i był zapis ,że inny obywatel
moze dostać, jeśli uzasadni to ważną potrzebą, zaproponowałem ,że napiszę
oświadczenie woli z uzasadnieniem,że ja to ja (czyli zięć) i po co mi to.
Dodałem,że chcę to załatwić osobiscie bo pragnę oszczędzić żonie przykrych
formalnosci. Urzędniczka zaprowadziła mnie do pani z-cy naczelnika. Pani
naczelnik była podobnie uparta jak jej podwładna , dowiedziałem sie,ze na nią
krzyczę i że miała w przeszłosci awanturę od osoby która miała pretensje do
urzędniczki że wydała akt zgonu mężowi jakiejś pani a nie powinna. To prawda
byłem trochę poddenerwowany sytuacją bo godzina załatwiania prostej wydawałoby
się sprawy w tym urzędzie może wyprowadzić z równowagi i trudno mówić cicho do
osoby która też podnosi głos. Tym bardziej,ze próbowałem wytłumaczyć ,ze nie
wszystko przewidują rozporządzenia i instrukcje i po to jest człowiek a nie
maszyna na stanowisku aby rozstrzygał sytuacje nietypowe. Wydaje mi sie
jednak,że pani naczelnik nie jest po to abym dowiedział się ,ze zachowuję się
zbyt głośno w takich chwilach, lecz po to abym usłyszał jaki pan prezydent
Kaczyński ma stosunek do upływu czasu i jak potrafi rozwiązywać problemy
obywateli z pomocą swoich podwładnych.
  WAR INWEST - ogłoszenie o przetargu
WAR INWEST - ogłoszenie o przetargu

Rzeczpospolita dnia 2002-06-21

Syndyk masy upadłości

WAR INWEST S.A.

ogłasza na podstawie art. 113 pr. upadł. i art. 55? kc

przetarg ofertowy na sprzedaż przedsiębiorstwa WAR INWEST S.A.

W skład przedsiębiorstwa WAR INWEST S.A. wchodzą:

1. nieruchomość gruntowa niezabudowana położona przy ul. Beli Bartoka w
Warszawie, gmina Ursynów, o powierzchni 3 553 m2, dla której Sąd Rejonowy dla
Warszawy Mokotowa VI Wydz. Ksiąg Wieczystych prowadzi zbiór dokumentów Zd
29712cz. (prawo współ- własności do nieruchomości posiada w udziale 0,473
Technoinstal R. Bareja).

Wartość wg wyceny: 2 200 000,00 zł.

2. nieruchomość o powierzchni 72 103 m2, położona przy ul. Kondratowicza w
Warszawie, gmina Targówek (KW 231979 - Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa IX
Wydział Ksiąg Wieczystych).

Wartość wg wyceny: 14 709 000,00 zł.

3. należności i roszczenia na łączną kwotę 12 328 494,83 zł.

Ze sprzedaży wyłącza się środki pieniężne na kontach bankowych, roszczenia
dochodzone w postępowaniu upadłościowym PIB WAR INWEST Dariusz Radziszewski
oraz wszelkie roszczenia przedsiębiorstwa WAR INWEST S.A. nie ujawnione na
dzień ogłoszenia upadłości, których ujawnienie może nastąpić w toku dalszego
postępowania upadłościowego oraz innych postępowań podjętych przez prokuraturę,
urzędy skarbowe itp.

Wartość przedsiębiorstwa w całości wynosi 29 309 000,00 zł (dwadzieścia
dziewięć milionów trzysta dziewięć tysięcy złotych).

Dopuszcza się możliwość składania ofert na zakup wybranych składników
wchodzących w skład przedsiębiorstwa.

Przetarg prowadzony jest dwustopniowo - I etap oferty pisemne, II etap -
przetarg ustny dla oferentów wybranych przez komisję przetargową.

Warunki uczestnictwa w przetargu:

l złożenie pisemnej oferty oznaczonej na kopercie dopiskiem „Przetarg - WAR
INWEST S.A.“, w terminie 30 dni od daty ukazania się obwieszczenia, na adres
Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy XVII Wydział Gospodarczy, ul. Świętokrzyska
12 w Warszawie.

l wpłacenie wadium w wysokości 1 500 000,00 zł dla ofert o zakup całego
przedsiębiorstwa, dla oferentów zainteresowanych wybranymi składnikami w
wysokości 10% ceny wywoławczej, w PLN na rachunek bankowy WAR INWEST S.A. w
upadłości BANK PEKAO S.A., I Oddział w Warszawie, pl. Bankowy 2, 00-950
Warszawa

nr konta: 12401037-20018113-2700-401112-002

z dopiskiem: wadium „Przetarg - WAR INWEST S.A.“ Termin wpłaty wadium do dnia
zamknięcia składania ofert (decyduje data uznania rachunku bankowego WAR INWEST
S.A.).

Oferty powinny zawierać:

n imię i nazwisko, dokładny adres, telefon (dla osób fizycznych);

n nazwę firmy, dokładny adres, telefon, fax, nr NIP i REGON oraz dokument
potwierdzający jej status prawny, tj. wypis z rejestru sądowego lub
zaświadczenie o wpisie do ewidencji działalności gospodarczej (aktualny);

n datę sporządzenia oferty;

n wskazanie osoby lub osób uprawnionych do występowania w imieniu oferenta;

n oświadczenie oferenta o zapoznaniu się ze stanem faktycznym i prawnym
oferowanego do sprzedaży przedsiębiorstwa oraz Regulaminem przetargu;

n oświadczenie zgodnie z wymogami Rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z
16.04.1998 r. w sprawie trybu sprzedaży z wolnej ręki nieruchomości, handlowego
statku morskiego i statku żeglugi śródlądowej w postępowaniu upadłościowym
(Dz.U. z dnia 6 maja 1998 r., nr 55, poz. 360);

n oferowaną cenę i sposób jej zapłaty oraz inne propozycje przetargowe;

n dowód wpłaty wadium.

Oferenci zagraniczni przedkładają w dniu otwarcia ofert promesę na zakup
nieruchomości wydaną przez MSWiA.

Komisyjne otwarcie ofert nastąpi w dniu 22 lipca 2002 r. (poniedziałek) o godz.
12.00, sala 1010 w Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy XVII Wydział
Gospodarczy, ul. Świętokrzyska 12 w Warszawie.

Zastrzega się prawo swobodnego wyboru oferenta oraz odstąpienie od przetargu
bez podania przyczyn. O wynikach przetargu i terminie II etapu wybranych
oferentów komisja powiadomi pisemnie.

Z Regulaminem przetargu oraz dokumentacją dotyczącą przedmiotu sprzedaży można
się zapoznać w Biurze Syndyka WAR INWEST S.A., ul. Kasprowicza 86, 01-949
Warszawa, tel. 835 66 33.

Ogólne informacje o przetargu na stronie internetowej www.portal-bankrut.pl
 



urza Celny Warszawa Sekundowa
urza Gminy Warszawa Centrum
Urząd Celny Modlińska Warszawa
Urząd Celny Warszawa utraty
URZĄD DZIELNICY WARSZAWA BIELANY
Urząd Gmina Bemowo Warszawa
Urząd gminny Warszawa Targówek
Urząd Gminy Warszawa Kłopotowskiego
Urząd komunikacji Warszawa Wawer
Urząd meldunkowy Warszawa Wesoła
Urząd meldunkowy Warszawa Wola
Urząd Miasta st Warszawy
Urząd Sakrbowy Warszawa Ursynów
Urząd Skarbowy mycielskeigo Warszawa
Urząd Skarbowy Warszawa Informacja
  • drzewa afrykanskie
  • w201 w124 biczowanie brzeczenie paska i kiwaka
  • szydelkowa;kurka;opis
  • chromownia
  • biura nieruchomosci lodz
  • lexus 2005
  • plachetka dominik
  • AMICA PI 6516 TF Pi9C4i9B9i9C2i982yty elektryczne
  • gramofon numark ttx brak sygnalu na wyjsciu